Ulubieńcy listopada

Listopad już prawie za nami, więc przyszedł czas na ulubieńców- mam nadzieję, że docenicie fakt, iż tym razem udało mi się nie spóźnić, a wręcz jestem za wcześnie 🙂 W minionym miesiącu bardzo polubiłam się z wieloma produktami, więc postanowiłam podzielić je na produkty do pielęgnacji i do makijażu.

Zacznijmy od pielęgnacji:

  1. Lancôme Visionnaire Nuit 
    Krem na noc, o którym mogłyście przeczytać kilka dni temu, skradł moje serce i jest ulubieńcem nie tylko listopada, ale również września i października (gdybym tylko poczyniła takie wpisy ;)).  Długotrwale odżywia, nawilża, regeneruje i sprawia, że skóra jest naprawdę wypoczęta. Cudownie pachnie,a aplikacja tego produktu jest wyjątkowo przyjemna. Zdecydowanie jest to mój numer 1.Created with Nokia Refocus
  2. Kallos Keratin maska do włosów z keratyną.
    Jeszcze nie miałam okazji przedstawić Wam recenzji tego produktu, ale mam nadzieję w najbliższym czasie to nadrobić. Postaram się jednak teraz w skrócie przybliżyć produkt. Maska przeznaczona jest szczególnie do włosów suchych, zniszczonych, poddawanych szkodliwym zabiegom, które potrzebują nawilżenia i regeneracji. Stosowałam ją codziennie (ponieważ nadal nie udało mi się zmniejszyć częstotliwości mycia włosów), po umyciu włosów nakładałam ją na 5 minut (na całą długość włosów, również u nasady), a następnie spłukiwałam. Produkt bardzo przyjemnie pachnie, faktycznie nawilża włosy i odżywia je, przy okazji nie obciążając. Widzę, że włosy wyraźnie lepiej wyglądają, są miękkie, jedwabiste, ich kondycja jest znacznie lepsza , a przy okazji są dobrze zabezpieczone przed działaniem suszarki (niestety, gdy zrobiło się zimno powróciłam do suszenia suszarką). Dodatkowym atutem jest cena produktu 11,90 zł za 1000 ml 🙂Źródło: http://www.cocolita.pl/odzywki/kallos-maska-do-wlosow-z-keratyna-1000-ml?campaign-id=14
  3. Kallos Silk szampon do włosów z jedwabiem  
    Kolejny produkt z firmy Kallos, który zachwycił mnie i wskoczył na listę ulubieńców. Szampon ten również przeznaczony jest do włosów suchych i zniszczonych, jego pełna recenzja wkrótce pojawi się  na blogu, ale w skrócie powiem Wam, że bardzo fajnie odżywia włosy i sprawia, że są takie „sypkie” i wraca do nich życie. Gołym okiem widać, że są dobrze odżywione. Czasem stosuję tylko szampon, jeśli nie mam czasu albo nie chce mi się nakładać maski i też jest bardzo dobrze. Oczywiście ze względu na długość włosów muszę użyć po myciu odżywki bez spłukiwania lub olejku, aby móc je w ogóle rozczesać, ale gdybym miała krótsze włosy jestem pewna, że używanie odżywki czy maski nie byłoby konieczne. Podobnie jak opisana wyżej maska, szampon ma bardzo przyjemny zapach i również kusi stosunkiem pojemności do ceny (11,90 zł za 1000 ml).  Oba zdjęcia (maski i szamponu) pochodzą ze strony cocolita.pl, niestety maska się skończyła, a ja zapomniałam ją sfotografować, a szampon, a właściwie jego opakowanie wygląda zupełnie niewyjściowo przez osad z kamienia, który mamy w wodzie i prezentuje się bardzo nieestetycznie- wolałam Wam tego oszczędzić 😉kallos silk
  4. Evree Balsam głęboko nawilżający
    Mój numer jeden jeśli chodzi o pielęgnację ciała. Mogłyście poczytać trochę na jego temat tutaj, więc jeśli jeszcze nie miałyście okazji zachęcam Was do zapoznania się z recenzją. Krótko mówiąc- dla mnie jest do balsam idealny, póki co nie miałam lepszego. Gorąco polecam 🙂WP_20151027_001
  5. Evree Krem do rąk głęboko nawilżający
    Razem z balsamem tworzą złoty duet! Krem podobnie jak balsam doskonale się wchłania, jest mega wydajny, pięknie pachnie (chociaż moja przyjaciółka na przykład nie lubi tego zapachu) i co najważniejsze jest baaardzo nawilżający. Cudeńko! 🙂 Jeżeli go nie znacie, a chciałybyście dowiedzieć się o nim więcej, dajcie proszę znać w komentarzach czy chcecie przeczytać jego recenzję.WP_20151006_004 1
  6. Perfecta maseczki Beauty Mask (różne rodzaje)
    W listopadzie królowały u mnie maseczki (nic nowego zresztą), a wśród tych, które najlepiej się u mnie sprawdziły znalazły się maseczki w jednorazowych saszetkach z Perfecty. Można je kupić np. w Lidlu za mniej niż 2 zł (niestety nie pamiętam jaka była dokładna cena). Te, które wypróbowałam to:
    – głęboko oczyszczająca (cera trądzikowa)
    – głęboko nawilżająca (cera odwodniona i zmęczona)
    – odżywcza (cera sucha)
    – wygładzająca (cera normalna, mieszana, tłusta)Nie będę opisywała teraz każdej z osobna, bo pewnie doczekają się swoich recenzji, ale naprawdę każda z nich bardzo fajnie działała. Wszystkie maja gładką konsystencję i bardzo łatwo się je aplikuje, 3 spośród nich nakładałam na około 15- 20 minut, a jedną z nich na całą noc zamiast kremu. Są proste w użyciu, higienicznie zapakowane i robią swoje. Tak najkrócej bym je opisała zbiorczo. Na pewno są to produkty, które teraz kupię w większej ilości, żeby uzupełnić swoje zapasy 🙂 Wybór jest bardzo duży, więc każdy znajdzie coś dla siebie. Zdecydowanie warto je wypróbować. Mam tłustą i dodatkowo wrażliwą cerę, ale żadna mnie nie podrażniła ani nie wywołała żadnych nieprzyjemnych odczuć, po każdej z nich cera była odświeżona, po niektórych nawilżona i matowa przez kilka godzin. Maseczki stanowią świetne przygotowanie skóry do dalszych zabiegów pielęgnacyjnych, a przy okazji dają dużo radości każdej kosmetycznej maniaczce 🙂
    Zdjęcia zapożyczone ze strony http://www.dax.com.pl/, ponieważ moje opakowania wylądowały w koszu i tradycyjnie zapomniałam o zrobieniu zdjęć.
    wygładzająca odżywcza oczyszczająca nawilżająca

Jeśli zaś chodzi o listę produktów do makijażu, które skradły moje serce w listopadzie, to prezentuje się ona następująco:

  1. Korektor rozświetlający L’oreal Lumi Magique
    O tym lekkim, rozświetlającym korektorze pisałam tutaj, jeżeli jeszcze nie miałyście okazji zapoznać się z recenzją to gorąco Was do tego zachęcam. Lumi Magique przypadł mi bardzo do gustu głównie ze względu na lekkość, łatwość aplikacji i piękne stapianie się ze skórą i perfekcyjne rozświetlenie. Idealny pod oczy i do rozświetlania tych partii twarzy, które tego potrzebują. Stał się stałym bywalcem w mojej kosmetyczce i na pewno pozostanie nim na długo.Created with Nokia Refocus
  2. L’oreal Brow Stylist Designer kredka do brwi
    Bardzo lubię kredki do brwi, jednak często trafiam na produkty zbyt miękkie, aby można było malować pojedyncze brakujące włoski- z Brow Stylist Designer jest inaczej. Nie jest ani zbyt twarda, ani zbyt miękka, moim zdaniem ma idealną konsystencję i można nią osiągnąć różne efekty, w zależności od tego czy wolimy wypełniać brwi w sposób bardziej rozmyty czy precyzyjnie dorysowywać pojedyncze włoski- ona daje radę! 🙂
    Odcień, który wybrałam czyli 315 dark brunette jest subtelnym, chłodnym brązem, który w zależności od intensywności aplikacji łatwo dopasować do swojej karnacji i koloru włosów. Praca z tą kredką to czysta przyjemność i naprawdę daje wiele możliwości. Dodatkowym atutem jest spiralka do wyczesywania brwi, którą znajdziemy na drugim końcu kredki. Na pewno ten produkt wkrótce zrecenzuję bardziej szczegółowo, a na chwile obecną polecam 🙂WP_20151004_006
  3. Bell Royal Mat- matująco- kryjący fluid z aloesem
    Zakup tego podkładu to był absolutny spontan podczas wizyty w Biedronce. W gruncie rzeczy przyszłam po składniki potrzebne mi do obiadu, a wyszłam z reklamówką kosmetyków. Od razu powiem- nie szukałam ani mocnego krycia, ani super matu, a raczej podkładu o średnim kryciu, ale za to nawilżającym i mocniejszym niż krem BB. Odkąd używam cudotwórczego kremu na noc, moja cera znacznie się poprawiła, więc postanowiłam kupić coś lżejszego niż chociażby Revlon Color Stay. I powiem Wam, że ten podkład to był strzał w dziesiątkę. Owszem, można z nim przesadzić i wtedy uzyskujemy na twarzy piękny beton ;), ale aplikowany z umiarem daje ładne matowe wykończenie, które może nie jest jakieś bardzo długotrwałe, ale z tym podkładem absolutnie nic się nie dzieje: nie warzy się, nie ściera, nie przesuwa w ciągu dnia, nie tworzą się plamy. I do tego super nawilża. Wiecie dobrze, że mam bardzo tłustą cerę i naprawdę mało który podkład jest w stanie zapewnić mi mat na cały dzień, przyzwyczaiłam się, że zawsze jaką bibułkę matującą czy chusteczkę mam w pogotowiu. W przypadku Royal Mat jest podobnie, jednak z tą różnicą, że użycie bibułki nie ściąga mi pigmentu z twarzy, podkład ciągle znajduje się tam gdzie powinien i pod koniec dnia jedyne co się zmienia to po prostu pojawia się błyszczenie. Obecnie jest to mój ulubiony podkład i używam go codziennie, a już niebawem przedstawię Wam szczegółową recenzję 🙂 A póki co polecam! Lekka, może nawet odrbinę lejąca konsystencja, średnie krycie, niezłe nawilżenie, przyjemny zapach, trwałość i wszystko to za kilkanaście złotych (około 12 zł o ile dobrze pamiętam). Mój jest w białej tubce (to podobno szata graficzna dla Biedronki), a normalnie występuje w wersji czarnej, ale to ten sam produkt (upewniłam się na fan page’u Bell).Created with Nokia Refocus
  4. L’oreal False Lash Architect 4D Black Lacquer
    Kolejny produkt, który trafił w moje ręce przypadkiem- sprezentowała mi go siostra, ponieważ jej ewidentnie nie podszedł, a ja jestem z niego bardzo zadowolona. Tusz teoretycznie jest wydłużający, ale jak on pięknie pogrubia moje rzęsy!!! 🙂 Uwielbiam go! Szczoteczka jest bardzo wygodna, szersza u nasady i zwężająca się ku końcowi, dzięki czemu żadne włoski nie zostaną pominięte. Właściwie wystarczy już jedna warstwa dla uzyskania fajnego efektu. Jest mega czarny, ładnie pogrubia i wydłuża (mam długie, ale cienkie i jasne rzęsy, więc w praktyce niewidoczne bez mascary), nie osypuje się i nie kruszy. Czego chcieć więcej? 🙂 No chyba tylko recenzji 🙂Created with Nokia RefocusNo i to chyba tyle ode mnie. Każdy z tych produktów świetnie się u mnie sprawdza i myślę, że zagoszczą na dłużej. Pomimo tego, że kupuję ciągle jakieś kosmetyki, które albo są nowe na rynku albo nowe dla mnie, to jednak warto mieć grupę pewniaków w zanadrzu 🙂
    Jeśli miałyście okazję używać któregoś z tych produktów zachęcam do podzielenia się swoimi wrażeniami w komentarzu.

    I na koniec jeszcze mały news- Smarowidła mają już swój profil na Google+, jeżeli macie też tam swoje konta, dajcie znać, chętnie dodam je do obserwowanych, aby być na bieżąco z wpisami na Waszych blogach. Niestety FB średnio się u mnie sprawdza, bo używam go prywatnie, a wszystkie moje kosmetyczne zajawki i ulubione strony mam dodane na profilu Smarowideł 😉 Ale jak kombinuję za dużo, to tak potem jest 🙂

    ZAPRASZAM:

    Smarowidła na Google+
    Smarowidła na Facebook

Reklamy

11 uwag do wpisu “Ulubieńcy listopada

  1. Jestem bardzo ciekawa tej maski Kallos Kerati, ale skoro wylądowała w Twoich ulubieńcach to za pewne się skuszę:))

  2. Dawno nie zaglądałam -niestety cierpię ostatnio na ciągły „niedoczas”, ale widzę, ze tu zmiany zaszły i to spore! ślicznie jest teraz 🙂 Chętnie poczytam recenzję kremu do rąk Evree ,zwłaszcza, ze teraz zaczynam używać ten czerwono-biały, a niebieskiego jeszcze nie miałam 🙂 Dobrze byłoby dowiedzieć sie czy warto w niego inwestować (choć pewnie warto, bo ta firma to ma chyba same udane kosmetyki 🙂 )

    • Cieszę się, że wpadłaś do mnie i że Ci się podobają zmiany 🙂 Doskonale Cię rozumiem, też doba staje się dla mnie coraz krótsza niestety. Ale recenzja kremu będzie na pewno 🙂

  3. Świetne są maski do włosów z Kallosa. Również mam tą z keratyną, tylko używam jej raz na tydzień lub co dwa tygodnie, bo przy częstym stosowaniu moje włosy stawały się szorstkie i bardziej wysuszone. Ale stosowanie jej raz na jakiś czas, daje super efekty 🙂
    Maseczek z Perfecty nie używałam, bo bardzo zachwalam sobie maseczki z Ziaji ale zachęciłaś mnie do zakupu i wypróbowania czegoś nowego:)

    • Tymi maseczkami z Perfrecty jestem zachwycona, nie dość, że dobre to jeszcze tanie. Maska keratynowa niestety mi się skończyła (używałam jej w duecie z szamponem bananowym, ale niestety szampon robił mi siano na głowie). Obecnie używam szamponu SILK i maski Cherry, ale maska niestety tez nie bardzo się sprawdza. Takie mam szczęście do kupowania w duetach, że tylko połowa jest ok 😉 Ale skoro udało mi się zużyć mój bananowy niewypał to i z maską Cherry sobie poradzę. Już mam upatrzonych ich następców do przetestowania: szampon i odżywkę (balsam) Stapiz Sleek Line Repair. Ale zanim skończę te pękate opakowania to jeszcze duuużo czasu minie 🙂 Odżywkę keratynową i szampon bananowy zużywałam od wakacji 😉

  4. L’oreal False Lash Architect 4D – uwielbiam ten tusz. U mnie również zdał egzamin i sprawdza się doskonale. Nigdy nie stosowałam kredki do brwi. Zawsze uważałam, że jest zbędna, jednak Twoja recenzja brzmi tak zachęcająco, że chyba się na nią skuszę 🙂 Podkład również mi nie znany,a ten dodatek aloesu brzmi zachęcająco 🙂 Bardzo chętnie przeczytam recenzję kremu Evree 🙂

    • Gorąco polecam każdy z nich, a bez balsamu Evree już sobie nie wyobrażam codziennej pielęgnacji, chociaż… jak zrobię balsam według Twojego przepisu, to obawiam się, że mogę zmienić zdanie 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s