GLOV on the go

Jakiś czas temu dostałam od mojej siostry rękawicę do demakijażu, którą wystarczy tylko zmoczyć wodą i usuwa bezbłędnie cały makijaż, bez konieczności użycia mleczka, żelu czy płynu micelarnego. Ot tak po prostu, sama woda… jak się domyślacie moje podejście było bardzo sceptyczne i rękawica bardzo długo leżała w szufladzie, aż w końcu postanowiłam ją przetestować i dzisiaj Wam o niej trochę opowiedzieć.

WP_20151212_001

Opis producenta

Rękawica do demakijażu Glov on-the-go starannie usunie cały makijaż i oczyści skórę twarzy tylko za pomocą wody. Zastępuje wiele kosmetyków do demakijażu po to, aby nasza skóra była naturalnie zdrowa i piękna.Jest wielokrotnego użytku, można ją stosować do 3 miesięcy.
Praktyczny kształt rękawiczki Glov on-the-go świetnie sprawdza się w podróży, na kontrolach lotniskowych czy w torbie na fitness. Przeznaczony jest do lekkiego, codziennego makijażu. Sekretem jest włókno. Stworzone w mikro-technologii, dzięki elektrostatycznym właściwościom działa jak magnez na makijaż dokładnie go usuwając. Nasza skóra jest idealnie oczyszczona z makijażu oraz nadmiaru sebum.
Glov jest idealny dla każdego typu cery, nawet najbardziej wrażliwej.
Testy dermatologiczne potwierdziły w 100% jego antyalergiczność.
Glov wzmacnia barierę hydro-lipidowa skóry, która aktywnie się reguluje. Włókna działają lekko pilingująco, pobudzają mikro-krążenie skóry wygładzając ją, nadając jej matowy efekt.
Glov to demakijaż sprytny i wygodny w każdej sytuacji. Demakijaż z Glov jest przyjazny dla użytkowników soczewek kontaktowych, nie podrażnia oczu. Jest również przyjazny dla środowiska.

WP_20151212_009Opakowanie

Rękawica Glov zapakowana jest w niewielkie kartonowe opakowanie,z którego wysuwamy jeszcze jeden kartonik, a w nim znajdujemy rękawicę umieszczoną w szczelnie zamkniętym, foliowym woreczku. Produkt jest bardzo higienicznie zapakowany, tak więc nie musimy się obawiać, że ktoś przed nami go dotykał.  Jeśli chodzi o sam wygląd opakowania, jak najbardziej przypadł mi do gustu- króluje minimalizm, a zarówno z tyłu jak i wewnątrz opakowania znajdujemy wszystkie niezbędne informacje dotyczące m.in sposobu użycia produktu, również w języku polskim i w wersji obrazkowej 🙂

WP_20151212_002

WP_20151212_003

WP_20151212_004 WP_20151212_007

 

Zapach i konsystencja

Rękawiczka oczywiście nie ma żadnego zapachu i nie jest nasączona żadnymi specyfikami 🙂 Jest bardzo miękka i miła w dotyku. Jeśli chodzi o jej wielkość to mieści się w sam raz na palce, nie zsuwa się, ale też nie ma najmniejszego problemu z jej ściągnięciem. Krótko mówiąc bardzo wygodna w użyciu.

WP_20151212_005

Działanie

Zacznę od tego jak w ogóle używa się tej rekawicy i tutaj podeprę się już gotowym sposobem użycia ze strony Sephory:

1. Zmocz produkt pod zimną lub ciepłą wodą (zimna orzeźwia, ciepła odpręża i lepiej radzi sobie z bardzo mocnym makijażem).
2. Zacznij demakijaż od oczu. Przyłóż włókno do powieki i delikatnie pulsującymi, okrężnymi ruchami pozwól mu zadziałać na strukturę rzęs. Ściągnij makijaż oczu.
3. Czystą powierzchnią rękawicy zmyj makijaż twarzy, szyi i dekoltu również stosując delikatne okrężne ruchy.
4. Po użyciu przepłucz pod bieżącą wodą z odrobiną zwykłego mydła (najlepiej sprawdza się tzw. mydło marsylskie, w prostym składzie).
5. Odwieś Glov do wysuszenia a będzie gotowy do ponownego użytku.

Jak widać jest to bardzo prosty zabieg i nie wymaga żadnych dodatkowych środków, no może poza wodą 🙂
Tak jak wspomniałam na początku wpisu, moje podejście do Glov było bardzo sceptyczne i szczerze mówiąc nie wierzyłam, że tylko za pomocą wody i byle szmatki uda mi się dokładnie usunąć makijaż. Ależ się zdziwiłam! 🙂
Glov poradził sobie znakomicie, bez najmniejszego problemu usunęłam makijaż oczu, zmyłam wodoodporny żel, którym utrwalałam brwi, po pudrze, różu, pudrze brązującym i podkładzie również nie było śladu. Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie sprawdziła tego jeszcze dokładniej. Nasączyłam wacik płynem micelarnym i przemyłam nim całą twarz i spodziewałam się, że będzie brudny. Zdziwiłam się po raz drugi i teraz już na prawdę na poważnie- wacik był czyściutki, ani śladu kosmetyków!
Cała magia tkwi we włóknach Glov, które wykonane zostały w mikro technologii. Na stronie producenta przeczytałam, że przez ponad 2 lata ich zespół badał tysiące różnych splotów, składów i struktur włókien i w ten sposób powstały włókna Glov, które w przekroju wyglądają jak ośmioramienna rozgwiazda, dzięki czemu łatwiej i efektywniej zbierają makijaz i zabrudzenia. Z ciekawostek wyczytałam też, że  1 kilometr włókien GLOV waży mniej niż 1 gram, a jedno włókno Glov jest do 30 razy cieńsze od włókna bawełny i do 100 razy cieńsze od ludzkiego włosa!
Przyznacie chyba, że to intrygujący produkt?
Niestety tutaj nastąpi małe „ale”. Rękawica na sucho jest bardzo przyjemna w dotyku, jednak, po jej zmoczeniu, moja twarz nie była już takiego zdania. Nie wystąpiły co prawda żadne podrażnienia, nie tarłam też twarzy jakoś super mocno, ale jednak skóra była zaczerwieniona i taka nieprzyjemnie naciągnięta. Nie wiem czy jest to kwestia tego, że od dłuższego czasu robię demakijaż olejami i moja skóra przyzwyczaiła się do tego, że przy tym zabiegu jest przyjemnie otulona olejkami? Z drugiej strony przecież zmywam oleje mokrym ręczniczkiem, więc w sumie odczucia powinny być podobne. Tak czy owak demakijaż rękawicą nie należał do najprzyjemniejszych.
Jeśli chodzi o utrzymanie samego produktu w czystości, to bez problemu wyprałam rękawicę za pomocą zwykłego mydła Protex i ciepłej wody.

Cena

Ja swoją rękawicę dostałam w prezencie, ale z tego co widzę tą wersję, którą ja posiadam można kupić za kolo 37- 39 zł. Są różne rodzaje tych rękawic, ale ten wpis nie jest o nich, więc nie będę zagłębiała się w ich ceny.

Reasumując

Rękawica Glov naprawdę działa- usuwa dobrze makijaż, nawet te wodoodporne produkty, jednak nie przypadło mi do gustu to uczucie ściągnięcia po demakijażu. Bardzo łatwo jest ten produkt wyczyścić zwykłym mydłem i przy kolejnych użyciach właściwości są takie same jak przy pierwszym. Producent zapewnia, że można tego produktu używać przez 3 miesiące i przez ten czas powinien zachować swoje właściwości- tego jeszcze nie wiem, ale na pewno dam Wam znać. Nie jestem pewna czy kupiłabym ten produkt. Za jego cenę (około 40 zł) mogę kupić olejki, które wystarczą mi spokojnie na pół roku stosowania. Dodatkowo jestem nastawiona na to, że mój demakijaż jest przyjemny i przede wszystkim produkty, których używam mają dobry wpływ na moją cerę, czego o rękawicy nie mogę powiedzieć,bo nie ma żadnego działania pielęgnującego- po prostu usuwa makijaż. Na pewno jest to ciekawy wynalazek, zaskakujący i myślę, że świetnie sprawdzi się np. podczas wyjazdów,gdy zależy nam na oszczędzaniu miejsca w kosmetyczce, ale nie wiem czy skusiłabym się na zakup.

Dajcie znać czy miałyście okazję używać Glov i co o tym produkcie sądzicie, jestem bardzo ciekawa Waszych opinii 🙂

P.S. Przepraszam Was za jakość zdjęć, ale miałam wyjątkowo kiepskie oświetlenie i coś nie mogłam złapać ostrości. Robienie dobrych zdjęć to niestety nadal dla mnie czarna magia. Mam nadzieję, że mi wybaczycie 🙂

 

Lancôme Visionnaire Nuit

Wspominałam Wam jakieś 2 miesiące temu na profilu Facebookowym Smarowideł, o tym, że dostałam w Douglasie próbki nowych kremów Lancôme i krótko mówiąc krem na noc zrobił szał po jednym użyciu! Zakochałam się w tym co zrobił z moją skórą po jednej nocy. Od tamtej pory postanowiłam odkładać na niego fundusze, bo wiedziałam, że muszę go mieć. Los sprawił, że mam cudownego męża, który zna mnie jak własną kieszeń i wiedział, że w praktyce nigdy go sobie sama nie kupię, bo zawsze znajdą się ważniejsze wydatki, a ewentualne odłożone pieniądze  wydam na coś praktycznego, a nie zachciankę. I tym sposobem na trzydzieste urodziny urodziny dostałam  od Niego krem na noc Lancôme Visionnaire Nuit, o którym bardzo chcę Wam dzisiaj opowiedzieć.

WP_20151004_002

 

Muszę przyznać, że pierwszy raz nie wiem od czego zacząć recenzję, więc chyba jednak będę się trzymać mojego sprawdzonego porządku 🙂

Opis producenta

Pierwsza pielęgnacja regenerująca na noc od Lancôme o innowacyjnej konsystencji żelu w olejku, która redukuje oznaki zmęczenia, delikatnie otulając skórę. Innowacyjna formuła zawierająca mikro kropelki olejku, zawieszone w odświeżającym i nawilżającym żelu, która topnieje pod palcami i pozostawia na skórze delikatne wykończenie, zapewniając długotrwałe uczucie komfortu.

Widoczne rezultaty:
Już od pierwszego poranka: skóra jest bardziej miękka w dotyku i wygląda na odżywioną.
Po czterech tygodniach: promienna i sprężysta cera.

Korzyści:
Gładkość, elastyczność i blask

Dziewczyny! To wszystko prawda! 🙂

Opakowanie

Produkt jest pięknie zapakowany w solidny, dosyć ciężki szklany słoiczek o pojemności 50 ml, w intensywnym granatowym kolorze. Na opakowaniu znajduje się minimum informacji umieszczonych białą, nienachalną czcionką. Do kremu dołączona jest szpatułka w tym samym kolorze, która umożliwia wygodne i higieniczne nabranie kremu z pojemniczka. Dodatkowo znajdziemy tam również ulotkę ze szczegółowym opisem produktu w kilku językach. Całość zapakowana jest oczywiście w kartonik i zafoliowana. Opakowanie bardzo mi się podoba, jest eleganckie i minimalistyczne, a ponadto jest dosyć ciężkie i solidne, za co ogromny plus, bo wręcz nie znoszę lekkich opakowań, które kojarzą mi się z bardzo niską trwałością i odpornością (być może tak nie jest, a jest to tylko jakieś tam moje wariactwo).

Created with Nokia Refocus

 

Zapach i konsystencja

Dokładnie tak jak napisał producent „żel w olejku”- ciężko tą jego konsystencję opisać jakoś jednoznacznie. Krem faktycznie sprawia wrażenie żelu lub lekkiej galaretki (być może będzie to widoczne na zdjęciu poniżej), ale już po zetknięciu ze skórą zaczyna się „roztapiać” niczym olejek. Jest bardzo jedwabisty, aksamitny, aplikowanie go to czysta przyjemność, konsystencja jest niesamowicie lekka, a jednocześnie jest to bardzo treściwy produkt. Do tego dochodzi niesamowity zapach, który jest dla mnie bardzo relaksujący i towarzyszy mi prawie do samego rana, jednak nie jest przy tym męczący czy drażniący. Wiem, że jest to kwestia subiektywna i komuś może to nie odpowiadać, ale  ja jestem wielką fanką zapachów Lancome’a (wspominałam o tym w recenzji mojego ukochanego podkładu). Szczerze mówiąc jeśli istnieją perfumy o zapachu tego kremu, bardzo chętnie weszłabym w ich posiadanie – wiem, maniactwo 🙂

Created with Nokia Refocus

Created with Nokia Refocus

Działanie

To co za chwilę napiszę można ująć w jednym prostym skrócie „och! ach!” 😉
Z racji tego, że nie sypiam tak dużo jakbym chciała i jakby potrzebował mój organizm, siłą rzeczy wygląd mojej cery rano nie pozostawia żadnych złudzeń. Visionnaire Nuit zmienił sytuację już po pierwszym użyciu, dalej wydaje mi się to niewiarygodne, ale po przebudzeniu (podkreślam – po jednym użyciu) moja skóra była miękka, jedwabista, gładka i przede wszystkim widocznie odżywiona, a nie taka szara i niewyspana jak zazwyczaj. Krem stosuję już blisko dwa miesiące codziennie i systematycznie i z każdym dniem moja cera wygląda znacznie lepiej. Doszło do tego, że zdarza mi się wyjść z domu bez podkładu (kto mnie zna ten wie, że to się raczej nie zdarzało). Visionnaire Nuit świetnie nawilża i odżywia moją skórę, uspokaja ją (nie zauważyłam żadnych nowych „niespodzianek” od kiedy go używam), subtelnie ujednolica jej koloryt i sprawia, że skóra wydaje się być bardziej wypoczęta. Oczywiście krem nie zastąpi odpowiedniej ilości snu, ale ten znacznie wspomaga jej nocną regenerację. Dodatkowo zauważyłam, że zaczerwienienia, które u mnie występują na nosie i w jego pobliżu na policzkach są znacznie mniej intensywne.
Krem pozostawia na skórze delikatne wykończenie j jakby otula ją, zapewniając jednocześnie bardzo długotrwałe odżywienie.

Cena

Tym sposobem doszłam do tego smutnego elementu wpisu, czyli ceny kremu. Jego kosz to około 379 zł za 50 ml. Dużo? Ano dużo niestety, ale na jego obronę powiem, że jest niesamowicie wydajny (ja w tej chwili nie wiem czy już dotarłam do połowy opakowania (po dwóch miesiącach codziennego stosowania) i w moim przypadku jest to trochę inwestycja w siebie, bo widzę, że Lancôme Visionnaire Nuit u mnie zdziałał cuda.

Reasumując

Doskonałość zamknięta w przepięknym opakowaniu. Czy kupię go ponownie? Nie wiem czy od razu jak mi sie skończy będzie mnie na niego stać, ale na pewno będę odkładać, aby znów mógł znaleźć się na mojej półce. Dla mnie to produkt doskonały. Jeżeli będziecie miały okazję wypróbować go, to gorąco do tego zachęcam. Cera jest dosłownie nie do poznania: cudownie odżywiona, nawilżona, zregenerowana 🙂

Na koniec jeszcze pozwolę sobie wkleić fragment reklamy, którą w jakiejś gazecie znalazłam, myślę, że trochę przybliży fenomen tego produktu:

WP_20151121_002 WP_20151121_003

 

Yves Rocher Anti – Age Global krem na noc

Tak, wiem… trochę mnie tu nie było, a nawet mówiąc wprost- bardzo długo, za co najmocniej Was przepraszam. Tak się jakoś złożyło, że miałam wiele spraw na głowie i nie miałam czasu ani weny, aby pisać. Dziś wracam z nową recenzją, produktu, który z ręką na sercu mogę polecić. Nareszcie znalazłam odpowiedni dla mnie krem na noc z serii Anti – Age Global od Yves Rocher.

WP_20150629_001

Opis producenta

Bogaty krem na noc o innowacyjnej konsystencji. Łatwo się rozprowadza zostawiając na skórze ochronny, nietłusty film. Kosmetyk regeneruje skórę, wygładza zmarszczki, ujędrnia i wzmacnia strukturę skóry, odżywia i dodaje blasku.
Naukowcy z Laboratoriów Yves Rocher odkryli niezwykłą zdolność roślin do nieskończonej samoregulacji. Udało im się wyodrębnić z jeżówki roślinne komórki macierzyste określane mianem 4. generacji, które przeciwdziałają głównym oznakom starzenia się skóry. Komórki te są pozyskiwane w procesie stymulacji biologicznej – elicytacji, a następnie umieszczane w całości w formułach, co chroni ich strukturę i zapewnia maksymalną skuteczność w kremach. Komórki macierzyste stymulują naturalny proces odnowy komórkowej skóry, wzmacniając struktury kolagenu i kwasu hialuronowego w skórze.
+30% odnowy komórkowej jedynie w 6 dni!*
*testy in vitro”

Działanie

• Regeneruje skórę
• Wygładza zmarszczki
• Ujędrnia i wzmacnia strukturę
• Dodaje blasku
Składniki
• olejek z soi
• masło karité
• roślinne komórki macierzyste
• oligosacharydy z jabłka
• guma tara
• betaina
• żeń-szeń
• mangiferyna
Sposób użycia
Codziennie wieczorem na twarz i szyję omijając okolice oczu.
Aby zoptymalizować wchłanianie, przed nałożeniem na twarz rozgrzej krem w dłoni.

Opakowanie

Produkt standardowo otrzymujemy w słoiczku o pojemności 50 ml. Opakowanie jest bardzo proste i minimalistyczne, przypadło mi do gustu. Jak zwykle całość jest zapakowana w ofoliowany kartonik.

Zapach i konsystencja

Tutaj przede wszystkim skupię się na wydajności- krem ma zbitą, jedwabistą konsystencję, trochę kojarzącą mi się z musem. Rozprowadza się go rewelacyjnie i jest bardzo wydajny, naprawdę niewielka ilość w zupełności wystarcza na aplikację na całej twarzy. Zapach bardzo mi się podoba, jest subtelny i jak dla mnie przyjemny, w sam raz na noc. W kremie na dzień cenię roślinny, odświeżający zapach, a w tym na noc najbardziej lubię tą uspokajającą, relaksującą dla mnie woń. Oczywiście na pewno jest to kwestia indywidualnych upodobań każdego, ale wydaje mi się, że zapach jest na tyle nieagresywny, że nie powinien drażnić. Produkt rozprowadza się niezwykle łatwo i tak jak już wspomniałam, jest bardzo wydajny. Pierwsze opakowanie, które pomału zaczyna mi się kończyć zaczęłam używać około 11 kwietnia.

WP_20150629_002

Działanie

Krem jest bardzo treściwy, doskonale nawilża, skóra jest cudownie miękka i gładka, a drobne zmarszczki, które zauważyłam faktycznie są mniej widoczne. Twarz rano dosłownie jest pełna blasku, nawet jeśli mam za sobą niewiele snu. Produkt nie zostawia tłustego filmu, doskonale się wchłania i skóra wydaje się być gładsza zaraz po aplikacji, a po blisko 3 miesiącach stosowania, mogę z ręką na sercu powiedzieć, że rzeczywiście tak jest. Moja cera jest w zdecydowanie lepszej kondycji.

Cena

No cóż, tutaj nie mam dobrych wiadomości- krem krótko mówiąc jest drogi. Koszt jednego opakowania w cenie regularnej to 145 zł. Ja kupowałam go w promocji za 99 zł, jednak tym razem poszukałam na allegro i udało mi się go zamówić za 45 zł (oczywiście oryginalnie zapakowany). Cena jest wysoka, ale jak widać da się go kupić taniej.

Reasumując

Na pewno kupię go ponownie, zresztą już to zrobiłam, chociaż jeszcze w opakowaniu trochę kremu zostało, ale wolałam zrobić sobie zapas 🙂 Cena mnie nie odstrasza, produkt jest bardzo wydajny, spełnia obietnice producenta, doskonale wpływa na moja cerę- czego chcieć więcej? 🙂

Jestem ciekawa czy Wy używacie kremów na noc? A jeśli tak, to podzielcie się proszę swoimi ulubieńcami w komentarzach- jestem bardzo ciekawa Waszych faworytów 🙂

Yves Rocher, Sebo Vegetal Żel-krem przeciw niedoskonałościom

Mniej więcej miesiąc temu zaczęłam używać nowego kremu na dzień z serii Sebo Vegetal z Yves Rocher i myślę, że najwyższa pora podzielić się z Wami moimi wrażeniami, zwłaszcza, że już po pierwszej aplikacji miałam ochotę napisać na blogu, że mam przeczucie, że będzie hit 🙂 Postanowiłam jednak nie podniecać się na zapas i rzetelnie go przetestować- jeżeli jesteście ciekawe zostańcie ze mną 🙂

 

WP_20150511_005

 

Opis producenta

Żel-krem to sekret gładkiej i równomiernej powierzchni skóry. Absorbuje nadmiar sebum, ściąga pory, wygładza nierówności i nawilża przez 24h. Dzięki formule żelu pozostawia na twarzy uczucie odświeżenia i oddychającej skóry.
Gama Sebo Végétal powstała z myślą o osobach, które borykają się z problemem błyszczenia skóry oraz jej nieregularnej powierzchni a także niedoskonałości zlokalizowanych głównie w strefie T.( zaskórniki, rozszerzone pory, sporadycznie wypryski). Składnikiem aktywnym zawartym w kosmetykach jest puder bajkalski pochodzący z roślinnych upraw. Puder pozyskiwany jest w naturalnym procesie z korzenia tarczycy bajkalskiej i wykorzystywany ze względu na swoje właściwości regulujące i oczyszczające.

Opakowanie

Krem otrzymujemy w szklanym, przezroczystym słoiczku o pojemności 50 ml, a całość zapakowana jest oczywiście w zafoliowany kartonik.
Jeśli chodzi o sam wygląd opakowania, to jak zawsze Yves Rocher, trafia w moje gusta. Prosty i estetyczny design- to mi wystarczy.

Zapach i konsystencja

Pewnie już kiedyś wspominałam, że zapachy produktów Yves Rocher bardzo mnie urzekają, są cudownie roślinne i świeże- nie inaczej jest tym razem. Nie bardzo jestem w stanie nazwac ten zapach inaczej niż ‚roślinny’, ale jeśli kiedykolwiek miałyście jakiś produkt tej firmy, na pewno wiecie co mam na myśli. Jeśli chodzi konsystencję, to jest zbita i przypomina trochę masło do ciała, doskonale się rozprowadza i wchłania i wyraźnie czuć lekkość tego produktu, pomimo treściwej konsystencji. Taka, a nie inna forma sprawia, że krem jest niesamowicie wydajny.

 

WP_20150511_006

 

Działanie

Zgodnie z tym, co mówi producent, ten krem na prawdę świetnie się sprawdza jako baza pod makijaż, ponieważ wygładza powierzchnię skóry prawie tak jak silikonowa baza, z tą różnicą, że baza zapycha, a ten krem doskonale wpływa na moją cerę, ma jak dla mnie same plusy. Doskonale i długotrwale matuje i jednocześnie nawilża! Nie spodziewałam się takiego efektu i muszę przyznać, że ten produkt przerósł moje oczekiwania. Gdyby nie to, że nie mam równomiernego kolorytu cery i mam kilka rzeczy do ukrycia, nałożenie kremu było by ostatnim etapem ‚makijażu’ przed wyjściem z domu. Jak wspomniałam super się sprawdza jako baza, próbowałam na nim czterech różnych podkładów i żaden się nie rolował, ani nie działy się, żadne niepożądane rzeczy, bardzo szybko się wchłania, więc właściwie w kilka chwil po aplikacji kremu można przystąpić do nakładania podkładu. Używam go codziennie, również wtedy kiedy się nie maluję wcale i w tej sytuacji również daje radę- idealnie matuje skórę na wiele godzin. Ostatnio moją zmorą, jako posiadaczki cery tłustej, są coraz cieplejsze dni i powiem szczerze, że z tym kremem jestem gotowa nawet na najgorsze upały- wiem, że się sprawdzi. Drobne niedoskonałości znikają, a i nowe jakoś nieszczególnie się pojawiają. Warto również wspomnieć, że krem nie ma w składzie parabenów, olejów mineralnych, silikonów ani barwników, a jego głównym składnikiem jest puder z tarczycy bajkalskiej, który producent opisuje następująco: „potężne źródło oczyszczające, które przywraca skórze mieszanej i tłustej jednolitość i doskonałą matowość.”

Cena

W chwili obecnej na stronie Yves Rocher można go kupić za 26,90 zł, a jego cena regularna to 39 zł. Jak dla mnie, za krem o tak idealnie dopasowanym do moich potrzeb działaniu, cena jest bardzo przystępna. Jestem przekonana, że nawet, gdyby kosztował więcej kupiłabym go ponownie. Jest jak najbardziej wart swojej ceny.

Reasumując

Cudowny zapach, długotrwały mat, wygładzenie, skóry, nawilżenie, zniwelowanie niedoskonałości- jak dla mnie ideał! Na pewno będę próbowała jeszcze innych produktów z tej serii.

Pielęgnacja twarzy olejami

Na początku grudnia zeszłego roku pisałam Wam wstępnie o pielęgnacji twarzy olejami i dziś, po 5 miesiącach stosowania, uznałam, że najwyższa pora podzielić się z Wami moimi spostrzeżeniami. Jeżeli jesteście ciekawe czy u mnie ta metoda się sprawdziła i czy mam zamiar kontynuować, zapraszam do lektury.

oils-740177_640

 

Jak już wiecie z poprzedniego wpisu używam obecnie mieszanki oleju ze słodkich migdałów, avocado i rycynowego. Wszystkie oleje i bardzo wygodną buteleczkę z pompką kupiłam TUTAJ .

WP_20150103_001

Oczywiście wybór olejów też nie jest bez znaczenia, ja ten mój pierwszy wybór skopiowałam od Katosu, której filmik zachęcił mnie do tego typu pielęgnacji, ale gdy wykończę moje olejki (tak, od 5 miesięcy te same) mam w planach już zakup innych. W między czasie wykonałam poszukiwania na własną rękę i znalazłam dużo informacji na temat olejów, które będą najlepsze dla mojej skóry.
Poniżej przedstawiam proponowane oleje, które najlepiej się sprawdzają przy poszczególnych rodzajach cery:

CERA TŁUSTA/TRĄDZIKOWA/MIESZANA:
jojoba, słonecznikowy, abisyński, arganowy, konopny, lniany, sojowy, z czarnuszki siewnej, z krokosza barwierskiego, z nasion bawełny, z nasion malin, z nasion truskawki, z owoców róży, z róży piżmowej, z pachnotki, z nasion czarnej maliny, zielonej kawy, z pestek arbuza, z pestek bzu czarnego, z wiesiołka, monoi, jeżynowy, winogronowy.

CERA SUCHA ORAZ DOJRZAŁA:
 awocado, kokosowy, masło shea, lniany, makadamia, z kiełków pszenicy, jojoba, lnianki siewnej, abisyński, z męczennicy, z nasion baobabu, z nasion czarnej porzeczki, z nasion malin, z nasion papai, z nasion truskawki, z ogórecznika lekarskiego, z orzecha włoskiego, z orzechów laskowych, z pachnotki, z pestek arbuza, z pestek bzu czarnego, z pestek dyni, z pestek śliwki, z rokitnika, z wiesiołka, z nasion czarnej maliny, z zielonej kawy, z pestek moreli, ze słonecznika, ze słodkich migdałów, macerat, monoi, z opuncji figowej, z amarantusa.

Oczywiście są to tylko propozycje przygotowane na podstawie stosunku zawartości kwasów tłuszczowych w olejach (skóra ze skłonnością do zapychania powinna dostawać olej z najmniejszą zawartością kwasów tłuszczowych) i u mnie na przykład, chociaż mam cerę tłustą, olej ze słodkich migdałów świetnie się sprawdził. Tak więc nie ma reguły.

Ale do rzeczy- jak wygląda moja pielęgnacja olejami? 
Przede wszystkim używam mojej mieszaniny olejów do demakijażu bez zmywania ‚wstępnego’ mleczkiem czy płynem micelarnym- zapewniam, że jest to zupełnie zbędne i nawet ja się przekonałam, gdzie zawsze  poza demakijażem wykonanym w tradycyjny sposób, myłam jeszcze twarz, aby mieć poczucie czystej i odświeżonej skóry. Na dzień dzisiejszy pielęgnacja olejami sprawdza się doskonale i mi wystarcza. W pierwszej kolejności myję ręce, następnie aplikuję 1 – 2 pompki olejków, rozcieram je w dłoniach i dokładnie wmasowuję w całą twarz (oprócz oczu- do usuwania tuszu z rzęs używam płynu micelarnego). W momencie, gdy cała twarz jest dokładnie pokryta mieszaniną, nakładam na twarz mały ręcznik wcześniej zmoczony w gorącej wodzie. To bardzo ważne, aby ręcznik, był gorący/ciepły, ponieważ pod wpływem ciepła pory otwierają się, dzięki czemu łatwiej jest oczyścić dokładnie całą twarz, a ponadto wszystko co dobre w olejkach ma szansę realnie zadziałać na naszą skórę. Ten ciepły ręcznik trzymam na twarzy przez kilka minut, a następnie ruchem ścierającym zbieram za pomocą ręcznika rozpuszczony przez olej makijaż. Potem płuczę ręcznik dokładnie w ciepłej wodzie i powtarzam czynność. Po zakończonym demakijażu spłukuję twarz chłodną wodą i zmywam na koniec tusz z rzęs za pomocą mojego ulubionego płynu micelarnego. Na koniec wklepuję krem pod oczy i krem na noc, o których niebawem zamierzam Wam opowiedzieć oczywiście.

Jakie są moje odczucia, po blisko 5-miesięcznym stosowaniu?

Mówiąc krótko: bardzo pozytywne. Przyznam szczerze, że nie sądziłam, że demakijaż mieszaniną kilku olejków, będzie w stanie zastąpić „tradycyjne szorowanie” czy to wodą i żelem do mycia twarzy czy mleczkiem lub płynem micelarnym- no i na szczęście pomyliłam się. Moja skóra jest wyraźnie lepiej nawilżona, a co za tym idzie w ciągu dnia nie wytwarza tak dużo sebum, powiedziałabym, że unormowała się ta kwestia. Pory są mniej widoczne (regularnie robię sobie dodatkowo parówki ziołowe, aby pory dokładnie oczyścić, ale o tym innym razem), a cera uspokoiła się, znaczniej mniej obszarów twarzy jest zaczerwienionych, a skóra ma bardziej jednolity odcień. Oczywiście zaczerwienienia nadal występują (u mnie najbardziej w okolicach nosa), ale nie są tak rażąco czerwone. Rzadziej pojawiają się jakieś wypryski, a skóra jest bardziej sprężysta i miękka. Polecam pielęgnację twarzy tą metodą, u mnie się sprawdziła i już szykuję się do zakupu następnych olejków. Tym razem będzie to olejek arganowy, z nasion czerwonej maliny i z nasion truskawki.

Ciekawa jestem czy któraś z Was stosuje również pielęgnację olejami? Pod pierwszym wpisem na ten temat pojawił się komentarz Marii, że u niej akurat ta metoda nie do końca się sprawdziła- a jak jest z Wami? Znacie? Stosujecie? Za jakiś czas będę też pewnie pisała o olejowaniu włosów, którego również jestem fanką, ale to już na pewno będzie osobny długi wpis 🙂 Pozdrawiam Was bardzo serdecznie i życzę słonecznego weekendu- łapcie witaminę D na słoneczku 🙂

Montagne Jeunesse Face Food – maseczka rewitalizująca z ogórkiem i jabłkiem

Dzisiaj trochę Wam poopowiadam o jednej z moich ulubionych maseczek, nie jest to żaden nowy produkt, ale godny polecenia i bardzo chętnie do niego wracam (jak również do pozostałych z tej serii).  Wspominałam o moich ukochanych maseczkach w poście o ulubieńcach roku 2014 , obiecując, że niebawem pojawi się recenzja, no i właśnie nadszedł ten czas 🙂

WP_20150416_002
Opis producenta

„Ożywi Twoja skórę oraz usunie zanieczyszczenia dzięki ekstraktom z ogórka i jabłka. Naturalne składniki nawilżą, ukoją i odświeżą Twoja skórę. Odpowiednia dla każdego rodzaju cery.”

Jak widać opis nie jest jakoś szczególnie wylewny, ale muszę przyznać, że maseczka broni się sama, bez kwiecistych opisów na opakowaniu.

Skład

Aqua – woda
Kaolin –  inna nazwa: glinka biała, glinka porcelanowa- zawiera wiele mikroelementów (głównie krzem, glin, żelazo, magnez, cynk i wapń) oraz sole mineralne. Jego pielęgnacyjne właściwości są znane i wykorzystywane od dawna. Jako wypełniacz w kosmetykach kaolin jest polecany przede wszystkim dla cery tłustej i mieszanej, z nadmierną produkcją sebum. Doskonale wchłania sebum a zawarty w nim glin powoduje ściąganie porów. Jest miękki i jedwabisty, ułatwia rozprowadzanie kosmetyków.
Glycerin– utrzymuje wilgoć, wygładza skórę, jednak stosowana w kosmetyce w stężeniu wyższym niż 30% może powodować wysuszenie i       podrażnienie skóry. Nie wiem w jakim stężeniu występuje w maseczce, z tego względu zaznaczam ten składnik pół na pół.
Bentonite  – zagęstnik. Oznaczam go na niebiesko, bo znajduję sprzeczne informacje na temat tego składnika- może Wy znacie jakieś konkrety na jego temat?
Magnesium aluminum silicate – zagęstnik.
Cucumis sativus (cucumber) fruit extract – ekstrakt z ogórka
Pyrus malus (apple) fruit extract – ekstrakt z jablka
Aloe barbadensis (aloe vera) leaf juice – sok z aloesu
Nelumbo nucifera (lotus blossom) flower extract – ekstrakt z kwiatu lotosu
Oenothera biennis (evening primrose) seed extract – ekstrakt z nasion wiesiołka
Panax ginseng root extract – ekstrakt z żeń-szenia
Passiflora incarnata (Passionflower) flower extract – ekstrakt z męczennicy cielistej
Cocoglycerides– ułatwia powstanie emulsji. Oznaczam go na czerwono, ponieważ stosowany na skórę w stanie czystym może powodować powstawanie zaskórników.
Sea salt (Dead Sea salt)– sól z morza martwego
Glucose– glukoza, cukier prosty, wykazuje działanie nawilżające
Parfum (Fragrance) – substancje zapachowe
Xanthan gum– stabilizator emulsji
Allantoin– wygładza, łagodzi podrażnienia
Helianthus annuus (Sunflower) seed oil– olej z nasion słonecznika
Propylene glycol– za zadanie ma utrzymywanie wilgoci, jednak może wywoływac alergię i stosowany w wyższym stężeniu podrażniać.
Hamamelis virginiana (Witch hazel) leaf extract – wyciąg z liścia oczaru wirginijskiego
Tocopheryl (Vitamin E) acetate – witamina E otrzymywana syntetycznie, zwalcza wolne rodniki, wygładza zmarszczki, wzmacnia barierę naskórkową.
Lactoperoxidase – przyznam szczerze, że nie wiem i nie mogę znaleźć sensownego objaśnienia działania tej substancji. Jeśli coś wiecie na ten temat, podzielcie się proszę w komentarzach.
Citric acid – kwas cytrynowy, usuwa przebarwienia, rozjaśnia skórę, zwiększa trwałość kosmetyku.
Glucose oxidase – tutaj chyba również brak mi wiedzy na ten temat, ale pocieszam się tym, że to już prawie ostatnie miejsce w składzie.
CL 75810– jest to barwnik, ale oznaczam na niebiesko, ponieważ nie wiem czy i ewentualnie jaki ma wpływ na naszą skórę.

Jak widać w składzie pojawia się trochę chemii, ale zdecydowana większość to składniki naturalnego pochodzenia i mające dobry wpływ na naszą skórę.

Opakowanie

Produkt jest sprzedawany w podwójnych saszetkach o pojemności 6 g każda. Można je łatwo otworzyć, nawet mokrymi dłońmi i nie miałam także żadnych problemów z wydobyciem całej maseczki z opakowania. Ja zużywam jedną saszetkę na raz, ale znam osoby, którym spokojnie wystarcza taka ilość na dwa użycia.  Na odwrocie opakowania jest umieszczona etykieta z opisem produktu i sposobem użycia w języku polskim.

WP_20150416_003Zapach i konsystencja

Maseczka jest jasno zielona (taki bardziej pastelowy odcień) i super pachnie jabłuszkiem. Dla niektórych osób ten zapach może wydawać się zbyt chemiczny, ale jak wiadomo, jest to kwestia indywidualnych upodobań. Maseczka jest gęsta, nie spływa i nie rozlewa się, bardzo łatwo ją rozprowadzić. produkt trzymamy na twarzy przez około 10-15 minut, do całkowitego wyschnięcia – mnie często się zdarza nie pilnować sobie czasu i trzymać ją nawet 20 minut czy dłużej, ale nigdy nie miałam z tego tytułu żadnych podrażnień.

 

WP_20150416_005

 

Działanie

Zgodnie z opisem producenta jest to maseczka rewitalizująca i faktycznie po jej zastosowaniu czuję i widzę, że moja skóra jest jakby bardziej wypoczęta, nabiera kolorów, nie jest taka zmęczona. Zazwyczaj robię sobie raz w tygodniu parówkę z ziół, aby oczyścić pory, a następnie nakładam maseczkę, więc mam podwójny efekt, ale nawet, gdy stosowałam ją samodzielnie rezultaty były widoczne. Po zmyciu maseczki skóra jest lekko zmatowiona i odżywiona, nie ma tez uczucia nieprzyjemnego ściągnięcia, które często towarzyszy tego typu produktom.

 

Cena

Za podwójną saszetkę płaciłam w Douglasie 4,50 zł, ale wiem, że można je kupić nawet za 3 zł.

Reasumując

Maseczki z Montagne Jeunesse kupowałam, kupuje i będę kupować. Ze wszystkich, które miałam okazję wypróbować byłam zadowolona i polecam je znajomym. Jedyna, której unikam, to ta z orzechami włoskimi (jestem uczulona), ale słyszałam, że też nieźle się sprawuje. Szczerze mówiąc wolę takie maseczki w jednorazowych opakowaniach, bo zawsze mogę kupić sobie kilka różnych, no i nie ma ryzyka, że składniki aktywne nie zrobią swojego przy kolejnym użyciu już otwartego opakowania (tak jak często to ma miejsce w produktach pełnowymiarowych). Polecam i Wam ta konkretną maseczkę i zachęcam do wypróbowania również innych z tej serii, za niewielkie pieniądze można sobie sprawić chwilę przyjemności i zadbać o swoją skórę.

Maseczka z płatków owsianych

Przypomniałam sobie wczoraj o bardzo przyjemnej i taniej maseczce domowej roboty z płatków owsianych, polecam gorąco 🙂 Takie smarowidło nawilży, poprawi wygląd skóry i jest doskonałe dla cery trądzikowej ze względu na właściwości przeciwzapalne i bakteriobójcze.
Owies zawiera wiele witamin i minerałów (witaminy: E, PP, B1, B6, a także magnez i selen) dlatego warto go wykorzystywać jako składnik takich domowych specyfików. Poniżej podaję przepis na taką maseczkę jaką ja sobie wczoraj zrobiłam, ale jest bardzo dużo przepisów na tego typu maseczki w internecie i oczywiście można również eksperymentować samodzielnie, do czego zachęcam 🙂 Warto przyjrzeć się dokładniej temu co mamy w kuchni i korzystać z bogactw natury 🙂 Przede mną na pewno jeszcze mieszanka z bananem, mlekiem i skrzypem polnym.

 

muesli-668519_640

 

Składniki:
* 4 łyzki płatków owsianych
* 4 łyżki ciepłej, przegotowanej wody
* łyżka miodu
* łyżeczka soku z cytryny
Wszystkie składniki dokładnie mieszamy, a gdy płatki zgęstnieją nakładamy maseczkę na twarz na 15-20 minut. Po upływie tego czasu zmywamy letnią wodą (można jeszcze przed zmyciem wykonać tą mieszanką peeling).
UWAGA!!! Maseczka będzie spływała z twarzy, więc polecam zabezpieczyć twarz ręcznikiem albo jeśli macie taką możliwość to robić ją w wannie, podczas kąpieli.

FLOSLEK Żel ze świetlikiem lekarskim i aloesem do powiek i pod oczy

Witajcie serdecznie 🙂
Ostatnio cierpiałam na chroniczny brak czasu wywołany różnymi czynnikami, więc mam ogromne zaległości w pisaniu bloga oraz czytaniu moich ulubionych i mam co nadrabiać. Mam nadzieję, że jeszcze ze mną jesteście pomimo tak długiego okresu ciszy z mojej strony.
Tym razem postanowiłam nadrobić zaległości ‚pisarskie’ 😉
Chcę Wam dziś przedstawić żel pod oczy i na powieki z Flosleku. Wstępnie już o nim wspominałam przy okazji wpisu zakupowego ,ale używam tego produktu już prawie 2 miesiące, więc najwyższa pora podzielić się z Wami moimi odczuciami na jego temat.

WP_20150406_005

 

Opis producenta

Przynosi ulgę, przyjemne uczucie delikatnego chłodzenia, powoduje ustąpienie uczucia tzw. „ciężkich powiek”. Łagodzi podrażnienia, zaczerwienienie, pieczenie spowodowane zabiegami kosmetycznymi takimi jak demakijaż, makijaż permanentny, henna. Likwiduje nadmierne złuszczanie się naskórka wokół rzęs.
Ukojenie podrażnionych okolic oczu. Gładka, uspokojona skóra okolic oczu.

Skład

Aqua,  Propylene Glycol, Aloe Arborescens Leaf Extract,  Euphrasia Officinalis Extract,  Panthenol, Triethanolamine, Butylene Glycol, Chamomilla Recutita  Flower Extract, Bisabolol, Carbomer, Glucose, Salvia Officinalis  Leaf Extract, Althaea Officinalis Root Extract, Allantoin, Imidazolidinyl Urea, Methylparaben.

Jak widać pierwsze miejsca w składzie nie wymagają komentarza – to co obiecuje producent ma szansę się sprawdzić tylko na podstawie tych trzech pierwszych pozycji (pomijam oczywiście wodę).

Propylene Glycol czyli hydrofilowa substancja nawilżająca skórę. Ma zdolność przenikania przez warstwę rogową naskórka, dzięki czemu pełni rolę promotora przenikania – ułatwia w ten sposób transport innych substancji w głąb skóry.

Aloe Arborescens Leaf Extract,  Euphrasia Officinalis Extract czyli wyciągi z aloesu i świetlika lekarskiego

Panthenol prekursor witaminy B5, wykazuje  m.in. właściwości nawilżające, działa przeciwzapalnie, przyspiesza proces regeneracji naskórka.

Opakowanie

Produkt sprzedawany jest w plastikowych, zakręcanych słoiczkach o pojemności 10 g. Nie mam w tej kwestii wielu uwag- opakowanie jest wygodne, nie ma żadnego problemu z wydobyciem odpowiedniej ilości produktu, łatwo go zużyć do końca. Oczywiście, że wolałabym tubkę lub pompkę ze względu na higienę, ale nie będę się do tego przyczepiać, bo nie jest to balsam do ust, którego używam wielokrotnie w ciągu dnia i w sytuacjach, kiedy nie zawsze mam możliwość umycia rąk. Krem pod oczy stosuję rano i wieczorem i zawsze przed aplikacją myję ręce, więc nie jest to problem.

Zapach i konsystencja

Produkt jest bardzo lekki,, jego konsystencja jest zwarta i bardziej galaretowata niż żelowa. Kosmetyk łatwo się rozprowadza, jest idealny do wklepywania, szybko się wchłania i nie zasycha na skórze. Żel jest bezzapachowy, dzięki czemu nie ma ryzyka podrażnień, które mogły by z jego zapachu wynikać, jest przyjemny i łatwy w aplikacji.

WP_20150406_004

Działanie

Tak jak wspominałam na początku używam tego żelu już od prawie dwóch miesięcy, ale właściwie po pierwszym tygodniu byłam przekonana, że zaprzyjaźnimy się na dłużej. Żel jest naprawdę ultra lekki, fantastycznie się wchłania (nawet przy zaaplikowaniu grubszej warstwy produktu) i jest całkiem wydajny. Na pewno dużym plusem jest to, że można go stosować zarówno pod oczy jak i na górne powieki. Produkt ten nie ma wskazanej konkretnej pory stosowania, zatem można go używać na dzień i na noc, ja wybrałam pielęgnację na noc, a na dzień używam innego żelu z Flosleku ( o nim napiszę za kilka dni). Potwierdzam, to co pisze producent, żel rzeczywiście ma lekko chłodzące działanie, co po wieczornym demakijażu jest bardzo kojące i odprężające dla zmęczonych po całym dniu oczu, naprawdę przynosi ulgę. Nie obawiajcie się tego chłodzącego efektu- żel nie ma w składzie mentolu, ani tego typu niepożądanych składników. Odkąd stosuję go codziennie wieczorem, rano nie mam już problemu z opuchniętymi powiekami, delikatna skóra wokół oczu jest nawilżona i taka jakby mniej pergaminowa się stała. Zdecydowanie łagodzi podrażnienia,poradził sobie nawet z takimi, które wywołane były alergią. Oczywiście moje zmarszczki pod oczami nie zniknęły w magiczny sposób, ale producent nie obiecuje niczego takiego., należy pamiętać, że jest to produkt, którego głównym zadaniem jest łagodzenie podrażnień, a jednak u mnie dodatkowo (traktuję to jako bonus 😉 ) zasinienia są wyraźnie mniejsze.

Cena

Cena produktu waha się od 4 zł do 9 zł. Ja kupowałam go przez internet, ale wiem, że można go kupić w wielu drogeriach i raczej nie ma problemów z dostępnością. Co ciekawe nie można go kupić na stronie producenta 😉

Reasumując

WP_20150406_006

Myślę, że warto go nabyć i zrobię to ponownie, teraz po wypróbowaniu zaopatrzę się w więcej opakowań, bo bardzo się ze sobą zżyliśmy. Niewątpliwą zaletą jest cena, ale przede wszystkim jego działanie przy regularnym, systematycznym stosowaniu jest bardzo zadowalające. Polecam Wam chociażby wypróbowanie go, bo cena jest bardzo przystępna i nawet, jeśli by nie podszedł, nie będzie to finansowa katastrofa. Mam w planach wypróbować też inne produkty z tej serii, a jest ich całkiem sporo 🙂 A Wy znacie ten produkt? Jeśli tak, to zachęcam do podzielenia się wrażeniami w komentarzu. Ja ogólnie rzecz biorąc jestem na tak 🙂

Zestaw nawilżający z kwasem hialuronowym

Miał być dzisiaj wynik testu nowego podkładu i pudru z Inglota, ale postanowiłam Wam w pierwszej kolejności powiedzieć o produkcie, który zupełnie przez przypadek dorwałam przy kasie w Biedronce. A muszę Wam koniecznie o nim opowiedzieć już teraz, bo jest świetny 🙂
Wystarczy około 30 minut, aby zrobić sobie super domowe SPA w trzech prostych krokach i za niespełna 6zł, a więc do rzeczy.

WP_20150228_001

W dosyć dużej saszetce podzielonej na trzy segmenty otrzymujemy kompletny zestaw pielęgnacyjny: piankę do oczyszczania twarzy, serum oraz celulozową maskę nasączoną składnikami nawilżającymi. Całość w estetycznym i ładnym opakowaniu.

Krok 1: oczyszczenie twarzy pianką

Zwilżamy twarz ciepłą wodą (to ważne, bo ciepło sprawia, że nasze pory rozszerzają się ułatwiając oczyszczenie), a następnie wyciskamy zawartość pierwszej saszetki na wilgotną dłoń i rozprowadzamy produkt na twarzy, masując kolistymi ruchami. Pianka jest bezzapachowa, po wyciśnięciu jej z opakowania, miałam wrażenie, że jest jej bardzo mało i nie wystarczy na dokładne oczyszczenie skóry twarzy. Byłam jednak bardzo pozytywnie zaskoczona, ponieważ pianka pod wpływem kolistych ruchów nabiera objętości i uzyskuje konsystencję zbliżoną do musu- bardzo przyjemne oczyszczanie. Następnie produkt spłukujemy z twarzy letnią wodą. Muszę powiedzieć, że sam pierwszy krok był bardzo przyjemny, a skóra dokładnie oczyszczona, miękka i jedwabista w dotyku- naprawdę chyba jeszcze nie miałam takich odczuć po umyciu twarzy 🙂

WP_20150228_002

Krok 2: wklepanie serum

Nałożenie serum ma na celu ułatwienie wchłaniania substancji aktywnych zawartych w masce. Serum ma konsystencję przezroczystego żelu i również jest bezzapachowe. Należy rozprowadzić je równomiernie na skórze twarzy i pozostawić do całkowitego wchłonięcia.
Nie muszę chyba wspominać, że wykonaniu tego kroku było jeszcze lepiej niż po oczyszczeniu twarzy pianką. Po nałożeniu serum czułam lekkie szczypanie w okolicach nosa (u mnie jest to najbardziej zaczerwieniony obszar), a po wchłonięciu produktu miałam wrażenie, że ten rejon przestał być taki ‚zaogniony’.

 

WP_20150228_003

Krok 3: nałożenie maski z włókien celulozowych

Powiem szczerze, że pierwszy raz miałam do czynienia z maską tego typu i wbrew obawom okazał się to bardzo fajny produkt. Maska ma ma wycięte otwory na oczy i usta i łatwo ją dostosować do kształtu twarzy. Jest dosyć spora, więc na mojej twarzy po nałożeniu odrobinę się marszczyła w niektórych miejscach, ale to już indywidualna kwestia, zależna od budowy i kształtu twarzy. Uważam jednak, że każdy bez problemu dopasuje tą maskę do siebie. Maska jest złożona w największej saszetce i bardzo solidnie nasączona różnymi składnikami aktywnymi. W pierwszej kolejności należy ją delikatnie rozłożyć i rozpocząć nakładanie na twarz od czoła, pomimo tego, iż robiłam to pierwszy raz zajęło mi to kilkanaście sekund. Następnie maskę należy wygładzić (oczywiście na tyle na ile to możliwe, bo w niektórych miejscach i tak będzie się marszczyć, bo jest trochę za duża) i trzymać na twarzy około 15-20 minut. Produkt nie zsuwa się, nie przemieszcza, ani nie odkleja w żaden sposób. Po upływie wyznaczonego czasu maskę ściągamy, a produkt, który pozostał na skórze wklepujemy lub rozsmarowujemy i pozostawiamy do całkowitego wyschnięcia, a właściwie wchłonięcia. Podczas trzymania maski na twarzy czułam delikatne i przyjemne mrowienie, a nawet momentami lekkie rozgrzanie (nie wiem czy rzeczywiście jest tam jakiś składnik rozgrzewający czy tylko mi się wydawało).

WP_20150228_004

 

Cały zabieg jest bardzo przyjemny i relaksujący, a skóra mega nawilżona. Nie spodziewałam się aż takich ‚ochów’ i ‚achów’ po produkcie za 6zł. Nawet nie pokusiłam się o sprawdzenie i przeanalizowanie składu, po prostu wykonałam wszystko po kolei i jestem bardzo zadowolona. Skóra wygląda na bardziej wypoczętą, jest miękka, nawilżona i sprężysta. Krótko mówią efekt jest super i koniecznie muszę kupić znowu ten zestaw nawilżający i obadać pozostałe produkty, bo było ich całkiem sporo. Jestem ciekawa czy używałyście tego produktu lub innych z tej serii? I jeśli tak, to jakie były Wasze wrażenia? Ja jestem zachwycona i gorąco ten zestaw nawilżający polecam 🙂

Ziaja Med – krem redukujący podrażnienia

Obiecałam recenzję na wczoraj, ale chyba niezbyt dokładnie rozplanowałam swoje popołudnie i wieczór i nie zdążyłam z obiecaną notką, za co przepraszam i już przechodzę do sedna 🙂

Przedmiotem dzisiejszej recenzji jest krem Ziaja Med z serii ‚Trądzik różowaty’, Kuracja łagodząca zmiany trądzikowe, Krem redukujący podrażnienia. Uff 🙂 to już pełna nazwa produktu 🙂 Zaznaczę na początku, że nie mam trądziku różowatego, zresztą nie mam już trądziku wcale, o czym pisałam przy okazji wstępu do pielęgnacji twarzy olejami , a ten krem z Ziaja Med otrzymałam ‚w spadku’ od osoby, której niestety ten kosmetyk zupełnie nie podszedł i chyba nawet podrażnił, o ile dobrze pamiętam. Tak więc trafił w moje ręce zupełnie przypadkowo i jak to zazwyczaj bywa, bardzo dobrze się stało 🙂

WP_20150126_001

 

Opis producenta (ze strony Ziaja, ponieważ nie dysponuję pudełkiem)

Lekka emulsja nawilżająca z wykorzystaniem ekologicznych surowców, bez kompozycji zapachowej.
ochrona niska SPF 6

PROFILAKTYKA TELEANGIEKTAZJI
– Wyraźnie wzmacnia barierę naskórkową.
– Obkurcza i uszczelnia ścianki naczynek krwionośnych.
– Działa rozjaśniająco na naskórek.

REDUKCJA ZMIAN TRĄDZIKOWYCH
– Hamując aktywność 5 a-reduktazy redukuje wydzielanie sebum. –
Skutecznie zapobiega zmianom grudkowo-krostkowym.
– Zmniejsza nadreaktywność gruczołów łojowych.

KOMPENSACJA
– Zapewnia skuteczną ochronę przed promieniowaniem UV.
– Daje wyraźny efekt łagodzenia podrażnień.
– Nawilża, zmiękcza oraz działa osłaniająco na nadmiernie wrażliwą skórę.

Produkt hypoalergiczny.
Dostępny tylko w aptekach.

 

Opakowanie

Krem dostępny w zakręcanej tubce o pojemności 50ml. Tradycyjnie ode mnie minusik za zakrętkę, zdecydowanie preferuję zatrzaskowe zamknięcia, są bardziej poręczne.

Zapach i konsystencja

Produkt gęsty i treściwy, sprawia wrażenie tłustego i ciężkiego, ale to tylko wrażenie. Konsystencja typowo kremowa, o lekkim żółtawym zabarwieniu. Bezzapachowy, chociaż ledwie wyczuwalny jest lekki zapach, ale nie potrafię go określić, trochę chemiczny, ale na szczęście szybko się ulatnia.

 

Działanie

Zacznę od tego początkowego wrażenia ciężkości kremu- jest zupełnie mylne, krem owszem jest bardzo treściwy, ale zaskakująco dobrze się rozprowadza i wchłania jak na tą konsystencję. Stosuję go na noc, ponieważ jak dla mnie nie nadaje się na dzień, zostawia delikatny film na skórze, a przy podkładzie mineralnym, musiałabym czekać w nieskończoność, aż produkt wchłonie się całkowicie, a zazwyczaj mam niewiele czasu na wykonanie makijażu. Kosmetyk rzeczywiście łagodzi podrażnienia i solidnie nawilża, skóra zdecydowanie mniej się przetłuszcza. przy okazji nie zapycha, nie podrażnia i nie uczula. Zaczerwienienia magicznie znikają już po kilku dniach stosowania, a wszelkie krostki, wypryski jeśli już się pojawią, szybciej się goją. Moje wiecznie czerwone płatki nosa, w końcu odzyskały normalny kolor 🙂 Jedynym minusem może być SPF 6, ale akurat w moim przypadku nie ma to znaczenia, bo stosuję go wyłącznie na noc. Produkt jest naprawdę dobry w mojej ocenie i w przeciwieństwie do tych drogeryjnych kosmetyków przeciwtrądzikowych, które są bardzo lekkie, ale też piekielnie wysuszają, ten wypada świetnie.

Cena

Cena tego produktu to około 10 – 15 zł i może być on doskonałą alternatywą dla dermokosmetyków z wyższej półki. Nie wiem jak pozostałe produkty z tej serii, ale jeśli są choć w połowie tak dobre jak ten krem, to warto kupić cały zestaw, jeśli czyjaś skóra ma takie zapotrzebowanie.

Reasumując

Warto, warto i jeszcze raz warto go kupić. Wiem, że jest to produkt, którego potencjalny użytkownik jest bardzo sprecyzowany, ale jak widać u mnie się sprawdza doskonale, chociaż trądziku różowatego nie mam. Jeśli ktoś z Was ma skórę skłonną do podrażnień, zaczerwienień, wyprysków to myślę, że warto się skusić. Na pewno kupię ten krem ponownie.

 

P.S. Przepraszam za FATALNE zdjęcie 😉

 

Małe zakupy i zapowiedź nowej recenzji :)

Witam Was bardzo serdecznie, dzisiaj tylko krótka wzmianka o zakupach i nowej recenzji, którą postaram się wrzucić jutro, zdradzę na razie tylko tyle, że chodzi o produkt z serii Ziaja Med.

A co do zakupów, przyszło dzisiaj w końcu moje zamówienie z Floslek – dwa produkty pod oczy, jeden z nich – Żel ze świetlikiem i aloesem poleciła mi koleżanka, która używa go już dobrych parę lat i bardzo sobie chwali 🙂 A drugi zamówiłam, bo potrzebuję produktu typowo przeciwstarzeniowego, tak więc kupiłam Żel pod oczy anty- aging . Pewnie za jakiś czas pojawi się recenzja, tylko muszę je najpierw solidnie przetestować 🙂

 

Ponadto z zakupów niekosmetycznych nabyłam dzisiaj w Biedronce wagę kuchenną i sportowe buty na fitness. Przyznam, szczerze, że tą „fitness-wagę” kupiłam, bo nie mam czym odmierzać karmy dla naszej kotki, a że teraz jest na diecie weterynaryjnej, musimy dokładnie porcjować jej posiłki 😉 Ale z tego co widziałam waga ma jakieś bajery w stylu przeliczanie wartości odżywczych posiłków, więc może być całkiem fajna i przydatna.

biedronka zakupy

Mam nadzieję, że wpadniecie do mnie jutro poczytać o Ziaji, a ja obiecuję  nadrobić czytelnicze zaległości na Waszych blogach 🙂 Tymczasem miłego wieczoru i do jutra 🙂

Zakupowo w Rossmannie

Dzisiaj będzie króciutko, chciałam Wam tylko przedstawić co fajnego wczoraj upolowałam w Rossmannie 🙂 A polowałam natchniona recenzjami na Waszych blogach 🙂 I tym sposobem kupiłam:

1. Maskę do włosów z Alterry (aloes i granat)
Akurat trafiłam na promocję za 5,99 zł, więc chytrze wzięłam dwie 🙂

WP_20150129_003

 

 

 

 

 

 

 


2. Krem do ciała Isana Granat i figa

Kosztował z tego co pamiętam też około 5-6zł, a opakowanie ma 500ml pojemności.

WP_20150129_001

 

 

 

3. Płyn micelarny Garnier 3 w 1
Pisałam jego recenzję , a potem znalazł się w ulubieńcach roku 2014 . Kosztował 17,99 zł.

4. Eveline odżywka wybielająca do paznokci (cena: około 12zł)

5. Eveline korektor kryjąco- rozświetlający (cena: w granicach 15zł – nie pamiętam niestety)

WP_20150129_004

 

 

 

 

 

 

 

 

I to by było na tyle, niedługo pewnie opiszę pierwsze wrażenia ze stosowania zakupionych produktów. Wczoraj już użyłam pierwszy raz odżywki, bez żadnego lakieru i póki co ładnie wygląda na paznokciu, zobaczymy jakie przyniesie efekty. Korektora dzisiaj tez użyłam, ale niestety moje pierwsze wrażenie nie jest najlepsze- ma bardzo słabe krycie lub za słabe jak na moje cienie pod oczami, no ale zobaczymy po dłuższym użytkowaniu. Do przeczytania! 🙂

Rozświetlający aktywator usuwający oznaki zmęczenia od Yves Rocher

Dzisiaj, zgodnie z wcześniejszą zapowiedzią, chciałabym Wam pokazać Elixir 7.9 czyli rozświetlający aktywator usuwający oznaki zmęczenia od Yves Rocher. Produkt pierwszy raz otrzymałam jako gratis do zamówienia w sklepie internetowym, a potem już kupiłam go samodzielnie. I pewnie kupię go jeszcze nie raz.  Jeżeli jesteście ciekawe moich wrażeń dotyczących tego produktu, zapraszam do lektury.

WP_20141123_001

 

Opis producenta:
Kosmetyk stanowi doskonałe uzupełnienie codziennej pielęgnacji twarzy. Wyjątkowe połączenie Kompleksu Elixir 7.9 i Technologii Lumi-Roślinnej pozwala uzyskać efekt rozświetlenia cery już pod pierwszej aplikacji. Po tygodniu stosowania strefy cienia są wyraźnie zredukowane a po miesiącu skóra jest świetlista i w pełni zrewitalizowana. Krem posiada aksamitne wykończenie dzięki lekko połyskującej konsystencji fluidu.

Działanie

• Usuwa oznaki zmęczenia
• Rozświetla skórę
• Stanowi doskonałą bazę pod makijaż

Składniki

7 roślin o działaniu przeciwzmarszczkowym potwierdzonym 9 patentami

Sposób użycia

Niewielką ilość fluidu rozprowadź codziennie rano na twarzy delikatnymi ruchami. Kosmetyk może być stosowany samodzielnie lub po nałożeniu Kremu na dzień Elixir 7.9 aby odczuwać większy komfort. Doskonała baza pod makijaż.

Opakowanie:

Buteleczka z ciemnozielonego szkła, z pipetą, o pojemności 30 ml. Jak dla mnie opakowanie bardzo praktyczne, dzięki wygodnej pipetce, bez problemu można wydostać odpowiednią ilość kosmetyku i co równie ważne, zużyć go do końca.

 

Zapach i konsystencja:
Produkt ma bardzo lekką, wręcz nawet lejącą konsystencję i obłędnie cudowny, roślinny, delikatny zapach. Nie wiem czy trafi w gusta każdego, ale mnie bardzo odprężają i relaksują te roślinne nuty. Pachnie pięknie 🙂 Konsystencja, jak wspomniałam, jest bardzo lekka, kosmetyk doskonale i szybko się wchłania nie zostawiając żadnego filmu na skórze.

 

Działanie:
Właściwie mogłabym w tym miejscu wkleić opis producenta i na tym zakończyć 🙂
Serum działa już od pierwszego użycia, stosuję go rano i wieczorem. Można stosować go samodzielnie, jak również po zaaplikowaniu eliksiru, nałożyć swój krem na dzień lub na noc. Bez problemu można zaaplikować na niego podkład, nie ma znaczenia czy będzie to podkład płynny czy mineralny- pod każdym, serum zachowuje się grzecznie 🙂

Stosuję go już bardzo długo, prawie cały 2014, jestem teraz przy końcu drugiego opakowania, jest bardzo wydajny i naprawdę działa, więc używam go prawie codziennie. Niemal natychmiastowo daje skórze potężny ładunek jakichś cudownych składników, które w nieznany mi sposób niwelują oznaki zmęczenia. Jest bezcenny zwłaszcza o tej porze roku, kiedy skóra jest zmęczona i nadwyrężona skrajnymi temperaturami i brakiem słońca. Cera jest pięknie rozświetlona, nawilżona, mam wrażenie, że chyba nawet jaśniejsza w najbardziej problematycznych miejscach (u mnie zaczerwieniania w okolicach dolnej części nosa i policzków).

Cena:

Cena regularna produktu to 99zł, teraz widzę, że na stronie YR można go kupić za 59zł i ja też, z tego co pamiętam, dorwałam go w promocji, a za pierwszym razem był gratisem do zamówienia.

Reasumując:
Elixir 7.9 stał się moim zdecydowanym ulubieńcem, pod krem, pod podkład, samodzielnie na noc- wariantów stosowania jest mnóstwo i w każdym się sprawdza. Naprawdę doskonały produkt, nie wyobrażam sobie, żeby mogło go zabraknąć go na mojej półce. Gdyby go postanowili wycofać ze sprzedaży na pewno zrobiłabym duży zapas 🙂

Bioderma Atoderm Nutritive odżywczy krem do twarzy

Na początek powiem krótko- ideał! 🙂
Krem jakiś czas temu udało mi się dopaść w aptece, w bardzo korzystnej promocji za 19,90 zł (przy cenie regularnej około 69zł).  Produkt przeznaczony jest do codziennej pielęgnacji skóry suchej, bardzo suchej i atopowej. Co prawda moja cera jest raczej tłusta, natomiast teraz, zimą przez ciągłe zmiany temperatur, zimny wiatr, przesuszone powietrze w mieszkaniu i pracy, ten kosmetyk jest strzałem w dziesiątkę.

www.bioderma.com

 

 

Opis producenta
Odżywczy krem przeznaczony do codziennej pielęgnacji skóry suchej, osłabionej i wrażliwej, zarówno w dzień, jak i w nocy. Zawiera masło shea oraz wyciąg z awokado posiadające właściwości wzmacniające, odżywcze i odbudowujące. Krem bogaty jest również w wazelinę i glicerynę, które zapewniają odpowiedni poziom nawilżenia skóry.

• Nawilża, przywraca skórze miękkość, sprężystość i uczucie komfortu (masło Shea, gliceryna i wazelina)

• Wzmacnia barierę ochronną skóry (olejek z awokado) 
• Stanowi doskonałą bazę pod makijaż, nie zatyka porów
• Bardzo dobrze tolerowany, nie zawiera parabenów, formuła bezzapachowa

Skład 
AQUA/WATER/EAU, GLYCERIN, PARAFFINUM LIQUIDUM/MINERAL OIL/HUILE MINERALE, BUTYROSPERMUM PARKII (SHEA BUTTER), CETEARYL ALCOHOL, HYDROXYETHYL ACRYLATE/SODIUM ACRYLOYLDIMETHYL TAURATE COPOLYMER, CAPRYLIC/CAPRIC TRIGLYCERIDE, CETYL PALMITATE, PENTYLENE GLYCOL, MANNITOL, XYLITOL, RHAMNOSE, FRUCTOOLIGOSACCHARIDES, LAMINARIA OCHROLEUCA EXTRACT, SQUALANE, PERSEA GRATISSIMA (AVOCADO) OIL UNSAPONIFIABLES, PARAFFIN, CERA MICROCRISTALLINA/MICROCRYSTALLINE WAX/CIRE MICROCRISTALLINE, GLYCERYL STEARATE, PEG-100 STEARATE, 1,2-HEXANEDIOL, CAPRYLYL GLYCOL, CETEARYL GLUCOSIDE, ACRYLATES/C10-30 ALKYL ACRYLATE CROSSPOLYMER, POLYSORBATE 60, GLYCERYL POLYACRYLATE, DISODIUM EDTA, SODIUM HYDROXIDE

Opakowanie
Tubka o pojemności 40 ml.

Zapach i konsystencja
Krem jest absolutnie bezzapachowy, ma typowo kremową, dosyć gęstą i treściwą konsystencję, przy czym łatwo się rozprowadza, dobrze się wchłania i jest wydajny.

Działanie
Tak jak wspomniałam krem przeznaczony jest do skóry suchej, bardzo suchej i atopowej, więc jego zadaniem numer jeden jest nawilżanie no i tutaj sprawdza się znakomicie. Nawilża na bardzo długo, odżywia i uspokaja wrażliwą, podrażnioną skórę. Dobrze się go rozprowadza, wchłania się całkiem nieźle, podzielam tutaj zdanie producenta, że nadaje się pod makijaż- ja po prostu po użyciu kremu, maluję rzęsy i w ten sposób daję mu czas na wchłonięcie przed nałożeniem podkładu. Używam podkładu mineralnego, więc nie mam problemu z błyszczeniem, nawet jeśli krem zostawił jakiś delikatny film. Krem stosuję czasem również na noc (czasem, bo mam już rozpoczęte dwa kremy na noc i chciałabym je skończyć J ), wtedy po oczyszczeniu twarzy olejkami i przemyciu płynem micelarnym nakładam go w odrobinę większej ilości niż rano, żeby przez noc spokojnie się wchłaniał i odżywiał moją buzię. Przy okazji warto wspomnieć, że na tę porę roku jest to krem idealny z jeszcze jednego powodu, mianowicie, dzięki olejkowi z awokado ochrania skórę. Jedyne czego mi w nim brakuje to filtr, gdyby miał przynajmniej 15 SPF mogłabym go nazwać pełnoprawnym zimowym kremem. Ale póki co w góry się nie wybieram, a jakichś mega mrozów nie ma, więc nie potrzebuję typowo ochronnego kremu. W lecie pewnie nie będę go stosować, bo jednak byłby odrobinę za ciężki, ale na jesień/zimę i wczesną wiosnę myślę, że świetnie się sprawdzi.

Cena
Regularna 60-70 zł, mnie udało się go kupić w promocji za 19,90zł. Powiem szczerze, że jest na tyle dobry i wydajny, że za cenę regularną również byłabym skłonna go kupić.

Reasumując
Jestem bardzo zadowolona z zakupu tego produktu, spełnia moje oczekiwania, doskonale nawilża, chroni skórę i uspokaja wrażliwą podrażnioną cerę. Dla mnie jest to produkt w 100% zgodny z obietnicami producenta i na pewno go jeszcze kupię i polecam go z czystym sumieniem.

 

Krem na noc wyrównujący koloryt skóry z serii Avon Anew

Witajcie, dzisiaj chciałam Wam przedstawić krem wyrównujący koloryt skóry Anew Clinical Absolute Even Multi – Tone Skin Corrector. Krem właściwie jest na wykończeniu, używam go już chyba od 3 miesięcy (być może dłużej, nie pamiętam kiedy go kupiłam) i teraz po dosyć długim i regularnym stosowaniu, postanowiłam podzielić się opinią na jego temat. Na początek:

 WP_20150103_0021

Obietnice producenta:
„Lekka nawilżająca formuła kremu na noc zwalcza 3 rodzaje przebarwień: plamy pigmentacyjne, zaczerwienienia, nierównomierny koloryt.

Działanie: Zwalcza plamy pigmentacyjne, zaczerwienienia, nierównomierny koloryt. Po 2 tygodniach skóra odzyskuje zdrowy koloryt*.
Po 4 tygodniach koloryt skóry wygląda na idealnie wyrównany*.
Po 8 tygodniach przebarwienia są zdecydowanie zredukowane*.
Sposób użycia: Codziennie wieczorem wmasuj delikatnie w skórę twarzy i szyi.
**** Na podstawie 8-tygodniowego badania ocen konsumenckich #12-039 z udziałem 144 osób.”

Opakowanie:
Krem sprzedawany jest w plastikowych słoiczkach o pojemności 30ml. Opakowanie jest trwałe (pomimo wielu upadków, jest całe), a od wizualnej strony proste i estetyczne (jak większość produktów z serii Anew Clinical)


Zapach i konsystencja:
Produkt ma lekką, kremowo- żelową konsystencję, łatwo się go rozprowadza, szybko się wchłania i nie pozostawia tłustego filmu na skórze. Jeśli chodzi o zapach, to na samym początku stosowania dałabym dużego minusa- zapach mnie drażnił i kojarzył się bardziej z lekiem niż kosmetykiem, natomiast na chwilę obecną zupełnie już nie zwracam na niego uwagi, przyzwyczaiłam się.

Działanie:
Zdecydowałam się na wypróbowanie tego kremu, ze względu na drobne przebarwienia i zaczerwienienia (głównie po zakończonej walce z trądzikiem) no i muszę przyznać, że sprawuje się całkiem nieźle. Drobne przebarwienia w tej chwili są już praktycznie niewidoczne, zaczerwienienia znacznie jaśniejsze, a sama skóra twarzy nieco jaśniejsza i „uspokojona”. Niestety nie pomyślałam o zrobieniu zdjęć „przed”, więc wrzucanie zdjęć „po” nie ma najmniejszego sensu. Zaznaczam jednak, że moje przebarwienia i zaczerwienienia nie są duże, obawiam się, że z większymi zmianami by sobie nie poradził.

Nie wiem czy kupię go ponownie, z pewnymi rzeczami się uporał, ale już nic więcej się nie stanie, więc po skończeniu produktu zapewne rozejrzę się za jakimś dobrym serum z witaminą C.

Cena:
Cena regularna w katalogu odstrasza – 68zł. Ja kupiłam go w jakiejś tańszej ofercie promocyjnej, kosztował nie więcej niż 30zł i uważam, że taka cena jest odpowiednia jak na efekt, który uzyskałam. Avon bardzo stara się, aby seria Anew była luksusowa i lądowała na górnej półce- cenowo im się to udaje, jednak jeśli chodzi o jakość, produkty, które stosowałam z tej serii były po prostu kiepskie i nie robiły absolutnie nic albo wręcz uczulały. Wyjątkiem jest opisywany krem Tone Skin Corrector, ale tak jak wspomniałam, nie jest wart ceny 68zł i za takie pieniądze można znaleźć lepsze produkty.

 

Reasumując:
Produkt jest ok., poradził sobie z drobnymi zmianami skórnymi i przebarwieniami, ale uważam, że z poważniejszymi problemami nie dał by rady. Raczej nie kupię go ponownie i nie zostanie moim ulubieńcem. Jestem umiarkowanie usatysfakcjonowana ze stosowania go, ale szału nie ma.