Ulubieńcy ostatnich miesięcy

Hej dziewczyny, baaardzo długo mnie nie było, za co Was serdecznie przepraszam i mam nadzieję, że jeszcze komuś zdarza się tu zaglądać. Sporo się u mnie działo i bardzo ciężko było mi znaleźć czas na pisanie, a nie chciałam też pisać byle jak i byle co. Zaniedbałam też zaglądanie na Wasze blogi, więc dużo czytania przede mną 🙂

Z racji tego, że kończy się czerwiec zmobilizowałam się w końcu i postanowiłam Wam opowiedzieć o ulubieńcach nie tylko czerwca,ale też wcześniejszych miesięcy, podczas których nadal testowałam różne produkty, ale nie miałam okazji się z Wami podzielić moimi wrażeniami. Tak więc przechodzimy do rzeczy, bez zbędnego przedłużania. Kolejność produktów, jak zwykle, losowa 🙂

Manicure hybrydowy i produkty firmy Semilac

WP_20160627_004

Mniej więcej na początku roku, po solidnym rozpoznaniu tematu, zdecydowałam się na zakup akcesoriów niezbędnych do samodzielnego wykonywania manicure hybrydowego. Wybrałam firmę Semilac i w moich rękach wkrótce znalazła się lampa LED 6W, aceton, cleaner (odtłuszczacz), waciki bezpyłowe, bloczek polerski, baza, top no i oczywiście lakiery. Stopniowo, pomału te lakiery uzupełniam, ponieważ jest to niemały jednorazowy wydatek (29 zł). Już po pierwszym manicure wykonanym hybrydami wiedziałam, że nigdy, przenigdy nie wrócę do lakierów tradycyjnych. Praca z hybrydami to czysta przyjemność 🙂 Lakier jest plastyczny i mogę poprawiać wszystkie niedociągnięcia w nieskończoność, dopóki paluszki nie znajdą się pod lampą mogę dopracowywać idealny dla mnie efekt. Wybór kolorów, które oferuje Semilac może przyprawić o zawrót głowy. Należy jednak zwrócić uwagę na fakt, że odcienie pokazywane na opakowaniach znacznie różnią się od koloru rzeczywistego, więc warto poszukać w internecie zdjęć wybranego odcienia, już na paznokciach lub próbniku. Poniżej możecie zobaczyć kolor Glossy Cranberry, który zupełnie inaczej wygląda na naklejce, zupełnie inaczej na zdjęciu moich paznokci i jeszcze inaczej na żywo. Na fotografiach wpada w fuksję, jednak tak na prawdę to bardzo stonowany odcień czerwieni.

WP_20160627_005 WP_20160627_006

Dla porównania jeszcze zdjęcie tego koloru z internetu (moim zdaniem najbardziej odpowiada rzeczywistości):

066 glossy cranberry

Wśród moich ulubionych kolorów znalazł się również numer 023 Banana- bardzo fajny wiosenno -letni kolor, wygląda idealnie, gdy skóra jest trochę opalona:

WP_20160627_008 WP_20160627_007

A te kolory, których używam najczęściej, oprócz wspomnianego wcześniej 066 Glossy Cranberry, to:

034 Mardi Gras

Created with Nokia Refocus

121 Ruby Charm (zdjęcie Maxineczka, od razu widać różnicę między profesjonalnym zdjęciem, a moimi 😉 muszę nad tym popracować)

121 Ruby Charm

063 Legendary Red

063 Legendary Red

002 Delicate French

002 Delicate French

i pożyczany kilka razy od koleżanki:

103 Elegant Raspberry

103 Elegant Raspberry

Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że z hybrydami można się bardzo polubić, warto jednak poświęcić chwilę czasu na dokładne przygotowanie płytki paznokcia i nie robić manicure w pośpiechu, tylko postawić na spokój i precyzję. Wówczas możemy cieszyć się pięknym manicurem nawet przez 4 tygodnie! 🙂

L’oreal Volume Million Lashes So Couture

WP_20160627_012

Ta mascara podpatrzona u różnych blogerek i youtuberek skradła moje serce. W końcu znalazłam naprawdę idealny tusz! Maksymalnie pogrubia i wydłuża rzęsy, z łatwością można osiągnąć efekt sztucznych rzęs, ale również subtelne podkreślenie przy użyciu jednej warstwy tuszu. Ma to, co każdy tusz mieć powinien: jest mega czarny, pogrubia, wydłuża rzęsy, nie osypuje się, jest bardzo trwały i pięknie się prezentuje na rzęsach. Wyposażony w silikonową szczoteczkę z krótkimi „włoskami”, za pomocą których bardzo precyzyjnie możemy zaaplikować produkt.

WP_20160627_014
Jego cena jest dosyć wysoka, w Rossmannie kosztuje 60,99 zł, ja natomiast kupuję go w drogeriach internetowych za połowę tej ceny. Wart wypróbowania 🙂

Dove Balsam do ciała Summer Glow light skin

WP_20160627_009

Nie wiem czy wiecie, jeśli nie to zaraz się dowiecie, ale z natury mam bardzo jasną karnację, a nogi przeraźliwie wręcz białe 🙂 O ile resztę ciała udaje mi się czasem opalić, z nogami zawsze mam problem, a jeśli już się uda, są spieczone na raka, potem schodzi skóra i koniec marzeń o pięknej opaleniźnie 😉 Znalazłam doskonałe rozwiązanie na moją „przypadłość”, jest to balsam Dove z samoopalaczem, ale w bardzo bezpiecznej, niewielkiej ilości.

WP_20160627_010

Wystarczy posmarować ciało jak zwykłym balsamem, nie trzeba jakoś specjalnie uważać, bo nie da się nim narobić smug. Po 2-3 godzinach widoczny jest pierwszy delikatny efekt. Powtarzam ta czynność 3 dni z rzędu i efekt fajnej, zdrowej opalenizny utrzymuje się 7-10 dni. Oczywiście można normalnie się myć, nie robią się żadne zacieki czy smugi, kolor zmywa się bardzo równomiernie. Balsam nie ma tez nieprzyjemnego zapachu charakterystycznego dla samoopalaczy. Wiem, że jest też jego nowa wersja, ale ma słabe opinie  na wizażu. Tą starą wersję, którą posiadam, można kupić w drogerii superkoszyk.pl. Bardzo gorąco go polecam wszystkim „bledziuchom”, które chciały by w bezpieczny i zdrowy sposób nabrać trochę koloru 🙂

 

Ziaja Med Kuracja Antybakteryjna

Created with Nokia Refocus


W ulubieńcach grudnia pisałam Wam o kremie z tej serii, od tamtego czasu używam, dodatkowo oprócz kremu, tonik i punktowy żel na niedoskonałości. Cała trójka sprawdza się u mnie znakomicie, rzadko zdarza się jakaś „niespodzianka” na twarzy, skóra jest uspokojona i nie przetłuszcza się już tak bardzo. Jestem bardzo zadowolona z tej serii, jedyny produkt, który mi nie przypasował to żel do mycia twarzy, który wysuszył skórę i spowodował wysyp, tak więc odstawiłam go i używam go do mycia pędzli czy Beauty Blendera.

Ziaja Liście Manuka pasta do głębokiego oczyszczania twarzy

WP_20160627_018

Skoro już jesteśmy przy firmie Ziaja to muszę również wspomnieć o znakomitej paście oczyszczającej do twarzy. Gęsta, wydajna, doskonale peelinguje usuwając wszystkie zanieczyszczenia i martwy naskórek. Stosuję ją dwa razy w tygodniu, czasem rzadziej i w zupełności to wystarcza. Oczywiście pastą tą nie da się całkowicie oczyścić porów, ale dobrze wspomaga proces oczyszczania twarzy i krótko mówiąc jest to dobry i tani peeling do twarzy.

Golden Rose pomadka Sheer Shine 

WP_20160627_022
Nie używam zbyt często pomadek, ale gdy zobaczyłam efekt jaki dają na ustach nowe pomadki Golden Rose, musiałam wypróbować na sobie. Wybrałam kolor 18 i jestem bardzo zadowolona.

WP_20160627_021 WP_20160627_020
Pomadka jest niezwykle kremowa, nawilżająca, bardzo przyjemnie się ją nosi. Zapewnia delikatny efekt z pięknym połyskiem, w sam raz na lato. Na pewno dużym atutem jest cena (około 14, zł) oraz wybór kolorów, jest ich chyba ponad 30, o ile mnie pamięć nie myli. Dodatkowym plusem w mojej ocenie jest kształt pomadki, najbardziej lubię właśnie takie wąskie, wysuwane szminki 😉

Bardzo fajny przegląd kolorów autorstwa Hani Knopińskiej możecie obejrzeć tutaj:

https://www.youtube.com/watch?v=NYKSce3KOxA

 

Eveline Multiodżywcza oliwka do skórek i paznokci

eveline oliwka


Oczywiście nie mogłabym zapomnieć o mojej ulubionej w ostatnim czasie oliwce do pielęgnacji skórek i paznokci. Niezależnie od metody usuwania skórek (wycinanie, odsuwanie, zmiękczanie specjalnym żelem itd) zawsze odrastają u mnie dosyć twarde i suche, co wygląda bardzo nieestetycznie. Postanowiłam zacząć je odżywiać od zewnątrz i w ten sposób trafiłam na oliwkę z Eveline. Otrzymujemy ją w standardowej buteleczce z pędzelkiem, jak lakier do paznokci. Jest bardzo wydajna, pięknie pachnie (ten zapach kojarzy mi się z gumą Turbo 😉 ) i co najważniejsze robi swoją robotę 😉 Już po tygodniu stosowania (aplikacja raz dziennie) skórki stały się miękkie, przestały się „strzępić”, a skóra wokół paznokci przestała być podrażniona. Doskonale się tez sprawdza po zakładaniu i ściąganiu hybryd, aby trochę odżywić okolice paznokci po zastosowaniu cleanera i acetonu. Produkt rewelacyjny, na pewno kupię go ponownie, gdy uda mi się skończyć to opakowanie, które mam obecnie. Załączyłam zdjęcie z internetu, ponieważ, możecie sobie wyobrazić jak wygląda buteleczka z oliwką po kilku miesiącach używania 😉

Maybelline kredka do brwi Brow Satin

WP_20160627_015 (2)

Kolejnym produktem, który chciałabym Wam polecić jest wysuwana, dwustronna kredka do brwi firmy Maybelline.
Z jednej strony mamy wysuwaną cieniutką i dosyć twardą kredkę, którą z łatwością możemy rysować pojedyncze włoski, a w zależności od siły nacisku możemy uzyskać delikatne podkreślenie lub mocno zaznaczone brwi.

WP_20160627_016 (2)

Z drugiej strony jest gąbeczka z cieniem/pudrem,  którym bez problemu możemy wypełnić brwi i nadać im mocniejszy akcent.

WP_20160627_017 (2)

Produkt jest bardzo trwały, bez problemu utrzymuje się nawet 12 godzin bez dodatkowego utrwalania żelem do brwi. Nie rozmazuje się, nawet, gdy dopadł mnie deszcz brwi były w idealnym stanie. Ogólnie rewelacja, jestem z niej bardzo zadowolona i muszę przyznać, że zdetronizowała kredkę Loreal, którą niestety trzeba było ostrzyć i nie umożliwiała tak precyzyjnej aplikacji. Gorąco polecam 🙂 Tradycyjnie cena w Rossmannie to 28,79 zł, a w drogeriach internetowych 19,90 zł.

Maybelline Color Tattoo

WP_20160627_027

Kremowy cień do powiek, którego chyba nie trzeba nikomu przedstawiać 🙂 Wybrałam odcień Creme De Nude nr 93. Doskonale sprawdza się jako baza pod cienie, nie zbiera się w załamaniach, jest bardzo trwały i kremowy, ale ma taką dosyć toporna konsystencję. Nakładanie go pędzelkiem do korektora u mnie się nie sprawdziło i po prostu aplikuję go palcem, dzięki temu mogę go dokładnie wklepać i uzyskać jednolity kolor i powierzchnię. Przypadł mi bardzo do gustu i już teraz nie ma makijażu bez tego cienia 🙂 W planach mam wypróbowanie innych kolorów. Cena 25,69 zł w Rossmannie, a w drogeriach internetowych 14,90 zł. Więc nie muszę podpowiadać gdzie opłaca się go kupić 😉

Stapiz Sleek Line Repair (szampon, balsam i maska)

stapiz-sleek-line-repair-balsam stapiz-sleek-line-repair-maska-z-jedwabiem-1000-ml stapiz-sleek-line-szampon-z-jedwabiem-1000ml

I na koniec coś do pielęgnacji włosów, czyli seria, która już dawno stała się moim hitem pielęgnacyjnym.
Używałam na zmianę szamponu z balsamem, teraz używam szamponu i maski, bo nie udało mi się kupić balsamu. Wszystkie trzy produkty bardzo się lubią z moimi włosami, nie obciążają ich i doskonale odżywiają. Szampon super sobie radzi zarówno ze zmywaniem olejków jak i codzienną pielęgnacją. Dużo łatwiej jest mi rozczesać włosy i znacznie mniej ich wypada. Produkt bardzo dobrej jakości i w bardzo niskiej cenie- za 1L szamponu zazwyczaj płacę około 11-13 zł. Naprawdę warto wypróbować 🙂 Dostępne są oczywiście również w mniejszych opakowaniach (200 lub 300 ml), więc myślę, że każdy znajdzie coś dla siebie.

I to chyba tyle ode mnie dzisiaj 🙂 Mam nadzieję, że miło spędzicie czas czytając o moich nowych ulubieńcach i wkrótce napiszę znowu- obiecuję już nie robić tak długiej przerwy 🙂 Pozdrawiam Was bardzo serdecznie i do przeczytania! 😉

 

 

L’oreal False Lash Architect 4D

Kilka dni temu w ulubieńcach listopada wspomniałam Wam krótko o tuszu do rzęs, z którym nie rozstawałam się w ubiegłym miesiącu. Dzisiaj chcę Wam go przedstawić trochę bardziej szczegółowo, mowa oczywiście o L’oreal False Lash Architect 4D Black Lacquer.

Created with Nokia Refocus

 

Opis producenta

False Lash Architect 4D Efekt sztucznych rzęs tusz ten sprawia, że rzęsy są perfekcyjnie rozdzielone, wydłużone, podkręcone i widocznie grubsze. Dzięki mocy modelujących włókien efekt sztucznych rzęs wkracza w czwarty wymiar. Doskonałe proporcje szczoteczki oraz jej ergonomiczny kształt ułatwiają precyzyjną aplikację mikrowłókien na całej długości rzęs, docierając nawet do najtrudniej dostępnych.

Opakowanie

Mascarę otrzymujemy w ciekawie wykonanym, geometrycznym, czarno-srebrnym opakowaniu. Pojemność raczej standardowa 10 ml. Co najważniejsze opakowanie po dłuższym stosowaniu nadal szczelnie się zakręca, więc tusz nie wysycha przedwcześnie. Na pewno na zwrócenie uwagi zasługuje szczoteczka, która wykonana jest z dosyć miękkiego włosia- nie bardzo lubię te silikonowe szczoteczki, ponieważ trochę mnie „dziubią” podczas malowania rzęs. Szczoteczka ma stożkowaty kształt i jest średnich rozmiarów, bardzo wygodnie można dotrzeć do rzęs w wewnętrznym kąciku oka, dzięki temu własnie, że szczoteczka się zwęża ku końcowi.

Created with Nokia Refocus

 

Zapach i konsystencja

Nie będę się tutaj specjalnie rozpisywać- tusz jak tusz 🙂 Nie ma szczególnego zapachu (ja przynajmniej nic nie wyczuwam) i nie jest zbyt lejący, ani zbyt gęsty. Bardzo wygodnie się go aplikuje, nie osypuje się w ciągu dnia i łatwo się zmywa płynem micelarnym.

Działanie

Moje rzęsy są długie, ale niestety od połowy długości są w bardzo jasnym blondzie, więc w praktyce są prawie niewidoczne, a dodatkowo są raczej rzadkie, co zresztą mogłyście zobaczyć przy którymś wpisie o korektorach. Krótko mówiąc mascara z L’oreal bardzo daje radę 🙂 Rzęsy są ładnie pogrubione i wydłużone już po jednej warstwie. Tusz ma na prawdę głęboki, czarny kolor, więc dodając drugą warstwę można wykonać mocniej podkreślić oczy np. na jakieś wieczorne wyjście. Na zdjęciu poniżej możecie zobaczyć jaki efekt daje tusz po jednej warstwie (zaznaczam jednak, że po pierwsze zrobienie dobrego zdjęcia graniczy u mnie z cudem, a po drugie rzęsy malowane już marną resztką, no i po trzecie na żywo efekt zdecydowanie ładniejszy, więc proszę o litość 😉

WP_20151129_001 (2)

WP_20151129_002 (2)

WP_20151129_003 (2)
Dla porównania dorzucam również zdjęcie bez mascary:

Dodaj tytuł

Cena

W Rossmannie cena tej mascary to 59,99 zł. Ja natomiast widziałam go w różnych drogeriach internetowych już od 29 zł, także zdecydowanie bardziej opłaca się go kupić online.

Reasumując

Na pewno kupię ten tusz ponownie, chciałam go kupić przy ostatnim uzupełnianiu zapasów, bo w moim niewiele zostało, ale niestety nie był dostępny w drogerii internetowej, w której robiłam zamówienie, więc kupiłam na razie inny tusz, który pewnie niedługo doczeka się swojej recenzji. L’oreal False Lash Architect 4D sprawdza się u mnie doskonale, świetnie pogrubia i wydłuża rzęsy, kompletnie nic się  z nim nie dzieje przez cały dzień, więc nie trzeba się obawiać efektu pandy, nie uczula, nie podrażnia, nie skleja rzęs. Jak dla mnie super i polecam Wam go z czystym sumieniem 🙂

 

 

 

Ulubieńcy listopada

Listopad już prawie za nami, więc przyszedł czas na ulubieńców- mam nadzieję, że docenicie fakt, iż tym razem udało mi się nie spóźnić, a wręcz jestem za wcześnie 🙂 W minionym miesiącu bardzo polubiłam się z wieloma produktami, więc postanowiłam podzielić je na produkty do pielęgnacji i do makijażu.

Zacznijmy od pielęgnacji:

  1. Lancôme Visionnaire Nuit 
    Krem na noc, o którym mogłyście przeczytać kilka dni temu, skradł moje serce i jest ulubieńcem nie tylko listopada, ale również września i października (gdybym tylko poczyniła takie wpisy ;)).  Długotrwale odżywia, nawilża, regeneruje i sprawia, że skóra jest naprawdę wypoczęta. Cudownie pachnie,a aplikacja tego produktu jest wyjątkowo przyjemna. Zdecydowanie jest to mój numer 1.Created with Nokia Refocus
  2. Kallos Keratin maska do włosów z keratyną.
    Jeszcze nie miałam okazji przedstawić Wam recenzji tego produktu, ale mam nadzieję w najbliższym czasie to nadrobić. Postaram się jednak teraz w skrócie przybliżyć produkt. Maska przeznaczona jest szczególnie do włosów suchych, zniszczonych, poddawanych szkodliwym zabiegom, które potrzebują nawilżenia i regeneracji. Stosowałam ją codziennie (ponieważ nadal nie udało mi się zmniejszyć częstotliwości mycia włosów), po umyciu włosów nakładałam ją na 5 minut (na całą długość włosów, również u nasady), a następnie spłukiwałam. Produkt bardzo przyjemnie pachnie, faktycznie nawilża włosy i odżywia je, przy okazji nie obciążając. Widzę, że włosy wyraźnie lepiej wyglądają, są miękkie, jedwabiste, ich kondycja jest znacznie lepsza , a przy okazji są dobrze zabezpieczone przed działaniem suszarki (niestety, gdy zrobiło się zimno powróciłam do suszenia suszarką). Dodatkowym atutem jest cena produktu 11,90 zł za 1000 ml 🙂Źródło: http://www.cocolita.pl/odzywki/kallos-maska-do-wlosow-z-keratyna-1000-ml?campaign-id=14
  3. Kallos Silk szampon do włosów z jedwabiem  
    Kolejny produkt z firmy Kallos, który zachwycił mnie i wskoczył na listę ulubieńców. Szampon ten również przeznaczony jest do włosów suchych i zniszczonych, jego pełna recenzja wkrótce pojawi się  na blogu, ale w skrócie powiem Wam, że bardzo fajnie odżywia włosy i sprawia, że są takie „sypkie” i wraca do nich życie. Gołym okiem widać, że są dobrze odżywione. Czasem stosuję tylko szampon, jeśli nie mam czasu albo nie chce mi się nakładać maski i też jest bardzo dobrze. Oczywiście ze względu na długość włosów muszę użyć po myciu odżywki bez spłukiwania lub olejku, aby móc je w ogóle rozczesać, ale gdybym miała krótsze włosy jestem pewna, że używanie odżywki czy maski nie byłoby konieczne. Podobnie jak opisana wyżej maska, szampon ma bardzo przyjemny zapach i również kusi stosunkiem pojemności do ceny (11,90 zł za 1000 ml).  Oba zdjęcia (maski i szamponu) pochodzą ze strony cocolita.pl, niestety maska się skończyła, a ja zapomniałam ją sfotografować, a szampon, a właściwie jego opakowanie wygląda zupełnie niewyjściowo przez osad z kamienia, który mamy w wodzie i prezentuje się bardzo nieestetycznie- wolałam Wam tego oszczędzić 😉kallos silk
  4. Evree Balsam głęboko nawilżający
    Mój numer jeden jeśli chodzi o pielęgnację ciała. Mogłyście poczytać trochę na jego temat tutaj, więc jeśli jeszcze nie miałyście okazji zachęcam Was do zapoznania się z recenzją. Krótko mówiąc- dla mnie jest do balsam idealny, póki co nie miałam lepszego. Gorąco polecam 🙂WP_20151027_001
  5. Evree Krem do rąk głęboko nawilżający
    Razem z balsamem tworzą złoty duet! Krem podobnie jak balsam doskonale się wchłania, jest mega wydajny, pięknie pachnie (chociaż moja przyjaciółka na przykład nie lubi tego zapachu) i co najważniejsze jest baaardzo nawilżający. Cudeńko! 🙂 Jeżeli go nie znacie, a chciałybyście dowiedzieć się o nim więcej, dajcie proszę znać w komentarzach czy chcecie przeczytać jego recenzję.WP_20151006_004 1
  6. Perfecta maseczki Beauty Mask (różne rodzaje)
    W listopadzie królowały u mnie maseczki (nic nowego zresztą), a wśród tych, które najlepiej się u mnie sprawdziły znalazły się maseczki w jednorazowych saszetkach z Perfecty. Można je kupić np. w Lidlu za mniej niż 2 zł (niestety nie pamiętam jaka była dokładna cena). Te, które wypróbowałam to:
    – głęboko oczyszczająca (cera trądzikowa)
    – głęboko nawilżająca (cera odwodniona i zmęczona)
    – odżywcza (cera sucha)
    – wygładzająca (cera normalna, mieszana, tłusta)Nie będę opisywała teraz każdej z osobna, bo pewnie doczekają się swoich recenzji, ale naprawdę każda z nich bardzo fajnie działała. Wszystkie maja gładką konsystencję i bardzo łatwo się je aplikuje, 3 spośród nich nakładałam na około 15- 20 minut, a jedną z nich na całą noc zamiast kremu. Są proste w użyciu, higienicznie zapakowane i robią swoje. Tak najkrócej bym je opisała zbiorczo. Na pewno są to produkty, które teraz kupię w większej ilości, żeby uzupełnić swoje zapasy 🙂 Wybór jest bardzo duży, więc każdy znajdzie coś dla siebie. Zdecydowanie warto je wypróbować. Mam tłustą i dodatkowo wrażliwą cerę, ale żadna mnie nie podrażniła ani nie wywołała żadnych nieprzyjemnych odczuć, po każdej z nich cera była odświeżona, po niektórych nawilżona i matowa przez kilka godzin. Maseczki stanowią świetne przygotowanie skóry do dalszych zabiegów pielęgnacyjnych, a przy okazji dają dużo radości każdej kosmetycznej maniaczce 🙂
    Zdjęcia zapożyczone ze strony http://www.dax.com.pl/, ponieważ moje opakowania wylądowały w koszu i tradycyjnie zapomniałam o zrobieniu zdjęć.
    wygładzająca odżywcza oczyszczająca nawilżająca

Jeśli zaś chodzi o listę produktów do makijażu, które skradły moje serce w listopadzie, to prezentuje się ona następująco:

  1. Korektor rozświetlający L’oreal Lumi Magique
    O tym lekkim, rozświetlającym korektorze pisałam tutaj, jeżeli jeszcze nie miałyście okazji zapoznać się z recenzją to gorąco Was do tego zachęcam. Lumi Magique przypadł mi bardzo do gustu głównie ze względu na lekkość, łatwość aplikacji i piękne stapianie się ze skórą i perfekcyjne rozświetlenie. Idealny pod oczy i do rozświetlania tych partii twarzy, które tego potrzebują. Stał się stałym bywalcem w mojej kosmetyczce i na pewno pozostanie nim na długo.Created with Nokia Refocus
  2. L’oreal Brow Stylist Designer kredka do brwi
    Bardzo lubię kredki do brwi, jednak często trafiam na produkty zbyt miękkie, aby można było malować pojedyncze brakujące włoski- z Brow Stylist Designer jest inaczej. Nie jest ani zbyt twarda, ani zbyt miękka, moim zdaniem ma idealną konsystencję i można nią osiągnąć różne efekty, w zależności od tego czy wolimy wypełniać brwi w sposób bardziej rozmyty czy precyzyjnie dorysowywać pojedyncze włoski- ona daje radę! 🙂
    Odcień, który wybrałam czyli 315 dark brunette jest subtelnym, chłodnym brązem, który w zależności od intensywności aplikacji łatwo dopasować do swojej karnacji i koloru włosów. Praca z tą kredką to czysta przyjemność i naprawdę daje wiele możliwości. Dodatkowym atutem jest spiralka do wyczesywania brwi, którą znajdziemy na drugim końcu kredki. Na pewno ten produkt wkrótce zrecenzuję bardziej szczegółowo, a na chwile obecną polecam 🙂WP_20151004_006
  3. Bell Royal Mat- matująco- kryjący fluid z aloesem
    Zakup tego podkładu to był absolutny spontan podczas wizyty w Biedronce. W gruncie rzeczy przyszłam po składniki potrzebne mi do obiadu, a wyszłam z reklamówką kosmetyków. Od razu powiem- nie szukałam ani mocnego krycia, ani super matu, a raczej podkładu o średnim kryciu, ale za to nawilżającym i mocniejszym niż krem BB. Odkąd używam cudotwórczego kremu na noc, moja cera znacznie się poprawiła, więc postanowiłam kupić coś lżejszego niż chociażby Revlon Color Stay. I powiem Wam, że ten podkład to był strzał w dziesiątkę. Owszem, można z nim przesadzić i wtedy uzyskujemy na twarzy piękny beton ;), ale aplikowany z umiarem daje ładne matowe wykończenie, które może nie jest jakieś bardzo długotrwałe, ale z tym podkładem absolutnie nic się nie dzieje: nie warzy się, nie ściera, nie przesuwa w ciągu dnia, nie tworzą się plamy. I do tego super nawilża. Wiecie dobrze, że mam bardzo tłustą cerę i naprawdę mało który podkład jest w stanie zapewnić mi mat na cały dzień, przyzwyczaiłam się, że zawsze jaką bibułkę matującą czy chusteczkę mam w pogotowiu. W przypadku Royal Mat jest podobnie, jednak z tą różnicą, że użycie bibułki nie ściąga mi pigmentu z twarzy, podkład ciągle znajduje się tam gdzie powinien i pod koniec dnia jedyne co się zmienia to po prostu pojawia się błyszczenie. Obecnie jest to mój ulubiony podkład i używam go codziennie, a już niebawem przedstawię Wam szczegółową recenzję 🙂 A póki co polecam! Lekka, może nawet odrbinę lejąca konsystencja, średnie krycie, niezłe nawilżenie, przyjemny zapach, trwałość i wszystko to za kilkanaście złotych (około 12 zł o ile dobrze pamiętam). Mój jest w białej tubce (to podobno szata graficzna dla Biedronki), a normalnie występuje w wersji czarnej, ale to ten sam produkt (upewniłam się na fan page’u Bell).Created with Nokia Refocus
  4. L’oreal False Lash Architect 4D Black Lacquer
    Kolejny produkt, który trafił w moje ręce przypadkiem- sprezentowała mi go siostra, ponieważ jej ewidentnie nie podszedł, a ja jestem z niego bardzo zadowolona. Tusz teoretycznie jest wydłużający, ale jak on pięknie pogrubia moje rzęsy!!! 🙂 Uwielbiam go! Szczoteczka jest bardzo wygodna, szersza u nasady i zwężająca się ku końcowi, dzięki czemu żadne włoski nie zostaną pominięte. Właściwie wystarczy już jedna warstwa dla uzyskania fajnego efektu. Jest mega czarny, ładnie pogrubia i wydłuża (mam długie, ale cienkie i jasne rzęsy, więc w praktyce niewidoczne bez mascary), nie osypuje się i nie kruszy. Czego chcieć więcej? 🙂 No chyba tylko recenzji 🙂Created with Nokia RefocusNo i to chyba tyle ode mnie. Każdy z tych produktów świetnie się u mnie sprawdza i myślę, że zagoszczą na dłużej. Pomimo tego, że kupuję ciągle jakieś kosmetyki, które albo są nowe na rynku albo nowe dla mnie, to jednak warto mieć grupę pewniaków w zanadrzu 🙂
    Jeśli miałyście okazję używać któregoś z tych produktów zachęcam do podzielenia się swoimi wrażeniami w komentarzu.

    I na koniec jeszcze mały news- Smarowidła mają już swój profil na Google+, jeżeli macie też tam swoje konta, dajcie znać, chętnie dodam je do obserwowanych, aby być na bieżąco z wpisami na Waszych blogach. Niestety FB średnio się u mnie sprawdza, bo używam go prywatnie, a wszystkie moje kosmetyczne zajawki i ulubione strony mam dodane na profilu Smarowideł 😉 Ale jak kombinuję za dużo, to tak potem jest 🙂

    ZAPRASZAM:

    Smarowidła na Google+
    Smarowidła na Facebook

L’oreal Lumi Magique korektor rozświetlający

Dzisiaj chciałam Wam przedstawić leciutki korektor rozświetlający z firmy L’oreal. W tej chwili jestem w trakcie drugiego opakowania i chyba najwyższa pora coś o nim opowiedzieć.

Created with Nokia Refocus

Opis producenta

Korektor można nałożyć przed podkładem lub bazą – efekt będzie wówczas dyskretny. Nakładając korektor na podkład wykorzystamy w pełni rozświetlające moce tego produktu. Flamaster z pędzelkiem jest bardzo wygodny w użyciu, co ułatwia precyzyjną aplikację. Produkt nakłada się punktowo lub kreską, a następnie należy go wklepać delikatnie opuszkiem palca, aby produkt idealnie stopił się ze skórą. Efekt: świeża i nieskazitelna skóra; niedoskonałości zamaskowane; okolice oczu wygładzone i rozświetlone.
Występuje w trzech różnych odcieniach: 1-Light, 2-Medium i 3- Dark

Zawiera aktywny Płyn Andersena. Ten cenny i rzadki składnik maksymalizuje rozświetlenie skóry, napełniając ja czystym światłem. Skóra promienieje niczym rozświetlona od wewnątrz.

Opakowanie

Jak widać na zdjęciu jest to typowy „wykręcany” korektor w pędzelku, schowany w bardzo ładnym eleganckim złotym opakowaniu- nie sposób go przeoczyć na sklepowej półce czy w kosmetyczce 🙂 Jego pojemność to 5 ml.

Created with Nokia Refocus

Zapach i konsystencja

Nie wyczuwam żadnego zapachu podczas aplikowania produktu, to na pewno u mnie plusuje, ponieważ nie lubię zapachowych produktów, których używam w okolicach oczu. Jeśli chodzi zaś o konsystencję, to jest bardzo lekka, wręcz odrobinę lejąca. Korektor łatwo się aplikuje i równie łatwo wklepuje w skórę, ładnie się stapia ze skórą czy podkładem. Ja wybrałam odcień 2- medium, który idealnie do mnie pasuje, zarówno wtedy gdy jestem trochę opalona, jak i wtedy, gdy jestem bledziuchem jak zwykle 😉

Działanie

Produkt doskonale spełnia swoje zadanie, jest lekki, idealny pod oczy, pięknie rozświetla również pozostałe części twarzy (ja używam go na przykład na szczyt nosa czy środek czoła). Należy pamiętać, że nie jest to mocny, kryjący korektor, więc nie poradzi sobie samodzielnie z mocnymi cieniami pod oczami. A ponieważ jestem posiadaczką takich, to w pierwszej kolejności nakładam różowy korektor z paletki do zadań specjalnych Bell, następnie aplikuję Lumi Magique, a na koniec utrwalam całość sypkim pudrem. Szczególnie teraz, jesienią, doceniam jego działanie, gdy skórze może czasem brakować blasku. Lumi Magique bardzo ładnie wykańcza mój makijaż subtelnym rozświetleniem. Dodatkowo jego aplikacja jest bardzo wygodna, a po kilku użyciach można już spokojnie wyczuć ile produktu „wykręcić”, aby idealnie wystarczył i nic się nie marnowało. Polubiłam ten korektor ponieważ oprócz cech, które wymieniłam wyżej nie przesusza, ani nie podrażnia delikatnej skóry pod oczami i nie ma nieprzyjemnego, jakby pudrowego wykończenia. Nie zbiera się również w załamaniach i drobnych zmarszczkach, po prostu idealnie stapia się ze skórą. Na zdjęciu poniżej możecie zobaczyć efekt końcowy, zapomniałam zrobić zdjęcie przed, ale już widziałyście jak wyglądają moje cienie pod oczami 🙂

WP_20150831_002

Cena

Kupuję ten korektor zawsze na cocolita.pl i jego cena w tej drogerii internetowej to 24,90 zł. Natomiast dla porównania w Rossmannie jego cena regularna to 47,59 zł, a obecnie jest dostępny w promocji za 35,99 zł, także pozostawię ceny w Rossmannie bez komentarza.

Reasumując

Produkt warty zakupu, obecnie mój numer jeden i myślę, że zostanie ze mną na stałe. Długo szukałam korektora, który byłby lekki i ładnie rozświetlał te partie twarzy, które tego potrzebują i przede wszystkim sprawdzałby się pod oczami. Co prawda samodzielnie nie da sobie rady z mocnymi cieniami pod oczami, ale w duecie z korektorem kryjącym sprawdza się doskonale. Gorąco go Wam polecam.

 

 

Długa przerwa, a przed nami…

Tak, znowu długo mnie nie było, ale żyję, a w głowie już przygotowane mam kolejne wpisy.
Nie przedłużając, w najbliższym czasie planuję opowiedzieć Wam o nowościach w mojej kosmetyczce, będą to między innymi:

Lancôme Visionnaire Nuit – mój wymarzony krem na noc, który dostałam na 30 urodziny od mojego wspaniałego męża. Nie mogę się doczekać kiedy Wam o nim opowiem- o kremie rzecz jasna 😉

WP_20151004_002

Ecocera Puder ryżowy

WP_20151004_004

Nivea, Kokosowe masełko do ust

WP_20151006_002

Loreal, kredka do brwi Brow Stylist Designer

WP_20151004_006

Evree, Balsam do ciała i krem do rąk- oba z serii głęboko nawilżającej do skóry bardzo suchej

WP_20151006_004

 

Nie wiem od którego produktu zacząć, więc jeśli macie na recenzję któregoś z nich ochotę w pierwszej kolejności dajcie mi znać w komentarzu do tego wpisu lub na Facebooku 🙂 Pozdrawiam Was bardzo serdecznie i do przeczytania.

Ulubieńcy kwietnia pod koniec maja

Zastanawiam się czy moich wpisów o ulubieńcach nie zacząć tytułować „Losowi ulubieńcy” zamiast wskazywania konkretnego miesiąca, bo zawsze jestem bardzo spóźniona. Mam jednak nadzieję, że chętnie przeczytacie z jakimi produktami zaprzyjaźniłam się w ubiegłym miesiącu.

Created with Nokia Refocus
1. Tangle Teezer

Created with Nokia Refocus

 

Czyli słynna magiczna szczotka do zadań specjalnych. Wszystko co o niej do tej pory słyszałam, że nie wyrywa włosów, rozczesuje je na całej długości (nie ma potrzeby rozczesywania po kawałku od dołu), masuje skórę głowy, nie niszczy struktury włosa i rozczesze naprawdę nawet najbardziej splątane włosy- TO PRAWDA! 🙂 Gorąco ją Wam polecam, zwłaszcza jeśli macie długie włosy i trudności z rozczesywaniem. Ja kupiłam swoją w promocji na cocolita.pl za 28,90 zł. Wybrałam wariant Mandarin Sweetie czyli po prostu pomarańczowo – żółtą, ale wybór jest znacznie większy.

 

2. Hakuro H21 – pędzel do różu i bronzera  

WP_20150520_003

Nie wiem czy znacie markę Hakuro, jeśli nie, to naprawdę gorąco Wam polecam- za nieduże pieniądze można sobie skompletować porządne, trwałe pędzle do makijażu. Moim kwietniowym faworytem jest pędzel H21, którego używam do aplikacji bronzera. Kupiłam go również na cocolita.pl za około 25 zł. Pędzel jest wykonany z naturalnego włosia, oczywiście jest ścięty, co ułatwia aplikację różu, bronzera czy rozświetlacza, a dodatkowo jest bardzo puszysty i miękki dzięki czemu  dokładne blendowanie produktu jest bardzo proste- jak dla mnie hit i zdecydowanie jest to mój ulubiony pędzelek na dziś 🙂

 

3. L’Oreal Brow Artist Designer- kredka do brwi.

Created with Nokia Refocus

 

Kredka, jak widać na zdjęciu,ma szczoteczkę w kształcie spiralki, włosie jest dosyć twarde, dzięki czemu łatwo rozczesać włoski i pozbyć się z nich podkładu czy pudru. Sama kredka też jest raczej twarda, więc nie rozmazuje się, nie rozpływa i bardzo łatwo jest precyzyjnie uzupełnić brwi. Wybrałam odcień 303 Dark Brunette, który idealnie pasuje do moich włosów, jest odcieniem zimnym i nie odcina się, ani nie rzuca w oczy.

Created with Nokia Refocus

Jestem bardzo zadowolona z tej kredki, tym bardziej się cieszę z trafionego strzału, ponieważ do tej pory używałam wysuwanej kredki do brwi z Avon (bardzo ja lubię), jednak nie mam, na chwilę obecną, dostępu do kosmetyków tej firmy. Druga rzecz, która przemawiała za zmianą kredki to jej wydajność. Ta z Avonu starczała mi mniej więcej na miesiąc, podczas, gdy kredka w ołówku starcza na dużo dłużej. Niestety nie pamiętam jaka była cena Brow Artist Designer, ale zdecydowanie ją polecam, jest niezwykle trwała i bardzo wygodna w aplikacji. Duży plus za świetną szczoteczkę- ona w przeciwieństwie do tych tradycyjnych dwustronnych grzebyków (z jednej strony plastikowy grzebyk do rzęs, a z drugiej włosie do wyczesywania brwi) rzeczywiście wyczesuje podkład czy puder, który przypadkowo osadził się na brwiach.

 

4. Geomar – zmiękczający peeling do ciała

WP_20150415_006

Wychwalającą pod niebiosa recenzję tego produktu możecie przeczytać TUTAJ.

 

5. W7 Honolulu 

Znakomity puder brązujący w świetnej cenie- płaciłam za niego około 15 zł. Produkt dostępny jest w uroczym różowym pudełeczku, w którym oprócz 6 g produktu znajdziemy też pędzelek, który o dziwo nie powinien wylądować w koszu, jak zazwyczaj to bywa- jest naprawdę dobry i doskonale się sprawdza w precyzyjnym konturowaniu twarzy, więc warto go zachować.

Created with Nokia Refocus

Bronzer jest dostępny w jednym odcieniu, ale na tyle neutralnym, że chyba większości osób będzie pasował. Co bardzo istotne produkt nie zawiera drobinek. Moje zdjęcie tego nie oddaje, ale w rzeczywistości ten odcień jest dużo bardziej chłodny. Doskonale stapia się ze skórą i jest łatwy w aplikacji, podejrzewam, że nawet niezbyt wprawna ręka sobie poradzi i nie narobi krzywdy twarzy 🙂

 

6. Yves Rocher Sebo Vegetal

WP_20150511_006

O moim ulubionym kremie na dzień pisałam ostatnio. Jeśli ktoś przegapił albo chciałby sobie odświeżyć temat zapraszam TUTAJ.

 

7. Alterra – olejki do masażu

alterra

I na koniec dwa olejki z Alterry : migdały i papaja oraz oliwka i limonka. Nie będę się jakoś szczególnie rozpisywała o ich zastosowaniu, bo jak w przypadku wszystkich olejków jest ono bardzo szerokie i ja również używam ich na różne sposoby, m.in. po kąpieli na mokrą skórę, do masażu,  czy do olejowania włosów (z domieszką innych olei). Oba pięknie pachną, a skóra po nich jest miękka, odpowiednia nawilżona i naprawdę można się całkiem nieźle zrelaksować z ich pomocą. O olejku migdały i papaja pisałam w Ulubieńcach marca, więc zachęcam do odwiedzenia tamtego wpisu również.

 

To tyle jeśli chodzi o moich kwietniowych ulubieńców- mam nadzieję, że zainteresował Was ten temat, pomimo tego, że już kończy się maj 🙂 Zachęcam Was do podzielenia się Waszymi ulubieńcami w komentarzach 🙂