Ulubieńcy ostatnich miesięcy

Hej dziewczyny, baaardzo długo mnie nie było, za co Was serdecznie przepraszam i mam nadzieję, że jeszcze komuś zdarza się tu zaglądać. Sporo się u mnie działo i bardzo ciężko było mi znaleźć czas na pisanie, a nie chciałam też pisać byle jak i byle co. Zaniedbałam też zaglądanie na Wasze blogi, więc dużo czytania przede mną 🙂

Z racji tego, że kończy się czerwiec zmobilizowałam się w końcu i postanowiłam Wam opowiedzieć o ulubieńcach nie tylko czerwca,ale też wcześniejszych miesięcy, podczas których nadal testowałam różne produkty, ale nie miałam okazji się z Wami podzielić moimi wrażeniami. Tak więc przechodzimy do rzeczy, bez zbędnego przedłużania. Kolejność produktów, jak zwykle, losowa 🙂

Manicure hybrydowy i produkty firmy Semilac

WP_20160627_004

Mniej więcej na początku roku, po solidnym rozpoznaniu tematu, zdecydowałam się na zakup akcesoriów niezbędnych do samodzielnego wykonywania manicure hybrydowego. Wybrałam firmę Semilac i w moich rękach wkrótce znalazła się lampa LED 6W, aceton, cleaner (odtłuszczacz), waciki bezpyłowe, bloczek polerski, baza, top no i oczywiście lakiery. Stopniowo, pomału te lakiery uzupełniam, ponieważ jest to niemały jednorazowy wydatek (29 zł). Już po pierwszym manicure wykonanym hybrydami wiedziałam, że nigdy, przenigdy nie wrócę do lakierów tradycyjnych. Praca z hybrydami to czysta przyjemność 🙂 Lakier jest plastyczny i mogę poprawiać wszystkie niedociągnięcia w nieskończoność, dopóki paluszki nie znajdą się pod lampą mogę dopracowywać idealny dla mnie efekt. Wybór kolorów, które oferuje Semilac może przyprawić o zawrót głowy. Należy jednak zwrócić uwagę na fakt, że odcienie pokazywane na opakowaniach znacznie różnią się od koloru rzeczywistego, więc warto poszukać w internecie zdjęć wybranego odcienia, już na paznokciach lub próbniku. Poniżej możecie zobaczyć kolor Glossy Cranberry, który zupełnie inaczej wygląda na naklejce, zupełnie inaczej na zdjęciu moich paznokci i jeszcze inaczej na żywo. Na fotografiach wpada w fuksję, jednak tak na prawdę to bardzo stonowany odcień czerwieni.

WP_20160627_005 WP_20160627_006

Dla porównania jeszcze zdjęcie tego koloru z internetu (moim zdaniem najbardziej odpowiada rzeczywistości):

066 glossy cranberry

Wśród moich ulubionych kolorów znalazł się również numer 023 Banana- bardzo fajny wiosenno -letni kolor, wygląda idealnie, gdy skóra jest trochę opalona:

WP_20160627_008 WP_20160627_007

A te kolory, których używam najczęściej, oprócz wspomnianego wcześniej 066 Glossy Cranberry, to:

034 Mardi Gras

Created with Nokia Refocus

121 Ruby Charm (zdjęcie Maxineczka, od razu widać różnicę między profesjonalnym zdjęciem, a moimi 😉 muszę nad tym popracować)

121 Ruby Charm

063 Legendary Red

063 Legendary Red

002 Delicate French

002 Delicate French

i pożyczany kilka razy od koleżanki:

103 Elegant Raspberry

103 Elegant Raspberry

Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że z hybrydami można się bardzo polubić, warto jednak poświęcić chwilę czasu na dokładne przygotowanie płytki paznokcia i nie robić manicure w pośpiechu, tylko postawić na spokój i precyzję. Wówczas możemy cieszyć się pięknym manicurem nawet przez 4 tygodnie! 🙂

L’oreal Volume Million Lashes So Couture

WP_20160627_012

Ta mascara podpatrzona u różnych blogerek i youtuberek skradła moje serce. W końcu znalazłam naprawdę idealny tusz! Maksymalnie pogrubia i wydłuża rzęsy, z łatwością można osiągnąć efekt sztucznych rzęs, ale również subtelne podkreślenie przy użyciu jednej warstwy tuszu. Ma to, co każdy tusz mieć powinien: jest mega czarny, pogrubia, wydłuża rzęsy, nie osypuje się, jest bardzo trwały i pięknie się prezentuje na rzęsach. Wyposażony w silikonową szczoteczkę z krótkimi „włoskami”, za pomocą których bardzo precyzyjnie możemy zaaplikować produkt.

WP_20160627_014
Jego cena jest dosyć wysoka, w Rossmannie kosztuje 60,99 zł, ja natomiast kupuję go w drogeriach internetowych za połowę tej ceny. Wart wypróbowania 🙂

Dove Balsam do ciała Summer Glow light skin

WP_20160627_009

Nie wiem czy wiecie, jeśli nie to zaraz się dowiecie, ale z natury mam bardzo jasną karnację, a nogi przeraźliwie wręcz białe 🙂 O ile resztę ciała udaje mi się czasem opalić, z nogami zawsze mam problem, a jeśli już się uda, są spieczone na raka, potem schodzi skóra i koniec marzeń o pięknej opaleniźnie 😉 Znalazłam doskonałe rozwiązanie na moją „przypadłość”, jest to balsam Dove z samoopalaczem, ale w bardzo bezpiecznej, niewielkiej ilości.

WP_20160627_010

Wystarczy posmarować ciało jak zwykłym balsamem, nie trzeba jakoś specjalnie uważać, bo nie da się nim narobić smug. Po 2-3 godzinach widoczny jest pierwszy delikatny efekt. Powtarzam ta czynność 3 dni z rzędu i efekt fajnej, zdrowej opalenizny utrzymuje się 7-10 dni. Oczywiście można normalnie się myć, nie robią się żadne zacieki czy smugi, kolor zmywa się bardzo równomiernie. Balsam nie ma tez nieprzyjemnego zapachu charakterystycznego dla samoopalaczy. Wiem, że jest też jego nowa wersja, ale ma słabe opinie  na wizażu. Tą starą wersję, którą posiadam, można kupić w drogerii superkoszyk.pl. Bardzo gorąco go polecam wszystkim „bledziuchom”, które chciały by w bezpieczny i zdrowy sposób nabrać trochę koloru 🙂

 

Ziaja Med Kuracja Antybakteryjna

Created with Nokia Refocus


W ulubieńcach grudnia pisałam Wam o kremie z tej serii, od tamtego czasu używam, dodatkowo oprócz kremu, tonik i punktowy żel na niedoskonałości. Cała trójka sprawdza się u mnie znakomicie, rzadko zdarza się jakaś „niespodzianka” na twarzy, skóra jest uspokojona i nie przetłuszcza się już tak bardzo. Jestem bardzo zadowolona z tej serii, jedyny produkt, który mi nie przypasował to żel do mycia twarzy, który wysuszył skórę i spowodował wysyp, tak więc odstawiłam go i używam go do mycia pędzli czy Beauty Blendera.

Ziaja Liście Manuka pasta do głębokiego oczyszczania twarzy

WP_20160627_018

Skoro już jesteśmy przy firmie Ziaja to muszę również wspomnieć o znakomitej paście oczyszczającej do twarzy. Gęsta, wydajna, doskonale peelinguje usuwając wszystkie zanieczyszczenia i martwy naskórek. Stosuję ją dwa razy w tygodniu, czasem rzadziej i w zupełności to wystarcza. Oczywiście pastą tą nie da się całkowicie oczyścić porów, ale dobrze wspomaga proces oczyszczania twarzy i krótko mówiąc jest to dobry i tani peeling do twarzy.

Golden Rose pomadka Sheer Shine 

WP_20160627_022
Nie używam zbyt często pomadek, ale gdy zobaczyłam efekt jaki dają na ustach nowe pomadki Golden Rose, musiałam wypróbować na sobie. Wybrałam kolor 18 i jestem bardzo zadowolona.

WP_20160627_021 WP_20160627_020
Pomadka jest niezwykle kremowa, nawilżająca, bardzo przyjemnie się ją nosi. Zapewnia delikatny efekt z pięknym połyskiem, w sam raz na lato. Na pewno dużym atutem jest cena (około 14, zł) oraz wybór kolorów, jest ich chyba ponad 30, o ile mnie pamięć nie myli. Dodatkowym plusem w mojej ocenie jest kształt pomadki, najbardziej lubię właśnie takie wąskie, wysuwane szminki 😉

Bardzo fajny przegląd kolorów autorstwa Hani Knopińskiej możecie obejrzeć tutaj:

https://www.youtube.com/watch?v=NYKSce3KOxA

 

Eveline Multiodżywcza oliwka do skórek i paznokci

eveline oliwka


Oczywiście nie mogłabym zapomnieć o mojej ulubionej w ostatnim czasie oliwce do pielęgnacji skórek i paznokci. Niezależnie od metody usuwania skórek (wycinanie, odsuwanie, zmiękczanie specjalnym żelem itd) zawsze odrastają u mnie dosyć twarde i suche, co wygląda bardzo nieestetycznie. Postanowiłam zacząć je odżywiać od zewnątrz i w ten sposób trafiłam na oliwkę z Eveline. Otrzymujemy ją w standardowej buteleczce z pędzelkiem, jak lakier do paznokci. Jest bardzo wydajna, pięknie pachnie (ten zapach kojarzy mi się z gumą Turbo 😉 ) i co najważniejsze robi swoją robotę 😉 Już po tygodniu stosowania (aplikacja raz dziennie) skórki stały się miękkie, przestały się „strzępić”, a skóra wokół paznokci przestała być podrażniona. Doskonale się tez sprawdza po zakładaniu i ściąganiu hybryd, aby trochę odżywić okolice paznokci po zastosowaniu cleanera i acetonu. Produkt rewelacyjny, na pewno kupię go ponownie, gdy uda mi się skończyć to opakowanie, które mam obecnie. Załączyłam zdjęcie z internetu, ponieważ, możecie sobie wyobrazić jak wygląda buteleczka z oliwką po kilku miesiącach używania 😉

Maybelline kredka do brwi Brow Satin

WP_20160627_015 (2)

Kolejnym produktem, który chciałabym Wam polecić jest wysuwana, dwustronna kredka do brwi firmy Maybelline.
Z jednej strony mamy wysuwaną cieniutką i dosyć twardą kredkę, którą z łatwością możemy rysować pojedyncze włoski, a w zależności od siły nacisku możemy uzyskać delikatne podkreślenie lub mocno zaznaczone brwi.

WP_20160627_016 (2)

Z drugiej strony jest gąbeczka z cieniem/pudrem,  którym bez problemu możemy wypełnić brwi i nadać im mocniejszy akcent.

WP_20160627_017 (2)

Produkt jest bardzo trwały, bez problemu utrzymuje się nawet 12 godzin bez dodatkowego utrwalania żelem do brwi. Nie rozmazuje się, nawet, gdy dopadł mnie deszcz brwi były w idealnym stanie. Ogólnie rewelacja, jestem z niej bardzo zadowolona i muszę przyznać, że zdetronizowała kredkę Loreal, którą niestety trzeba było ostrzyć i nie umożliwiała tak precyzyjnej aplikacji. Gorąco polecam 🙂 Tradycyjnie cena w Rossmannie to 28,79 zł, a w drogeriach internetowych 19,90 zł.

Maybelline Color Tattoo

WP_20160627_027

Kremowy cień do powiek, którego chyba nie trzeba nikomu przedstawiać 🙂 Wybrałam odcień Creme De Nude nr 93. Doskonale sprawdza się jako baza pod cienie, nie zbiera się w załamaniach, jest bardzo trwały i kremowy, ale ma taką dosyć toporna konsystencję. Nakładanie go pędzelkiem do korektora u mnie się nie sprawdziło i po prostu aplikuję go palcem, dzięki temu mogę go dokładnie wklepać i uzyskać jednolity kolor i powierzchnię. Przypadł mi bardzo do gustu i już teraz nie ma makijażu bez tego cienia 🙂 W planach mam wypróbowanie innych kolorów. Cena 25,69 zł w Rossmannie, a w drogeriach internetowych 14,90 zł. Więc nie muszę podpowiadać gdzie opłaca się go kupić 😉

Stapiz Sleek Line Repair (szampon, balsam i maska)

stapiz-sleek-line-repair-balsam stapiz-sleek-line-repair-maska-z-jedwabiem-1000-ml stapiz-sleek-line-szampon-z-jedwabiem-1000ml

I na koniec coś do pielęgnacji włosów, czyli seria, która już dawno stała się moim hitem pielęgnacyjnym.
Używałam na zmianę szamponu z balsamem, teraz używam szamponu i maski, bo nie udało mi się kupić balsamu. Wszystkie trzy produkty bardzo się lubią z moimi włosami, nie obciążają ich i doskonale odżywiają. Szampon super sobie radzi zarówno ze zmywaniem olejków jak i codzienną pielęgnacją. Dużo łatwiej jest mi rozczesać włosy i znacznie mniej ich wypada. Produkt bardzo dobrej jakości i w bardzo niskiej cenie- za 1L szamponu zazwyczaj płacę około 11-13 zł. Naprawdę warto wypróbować 🙂 Dostępne są oczywiście również w mniejszych opakowaniach (200 lub 300 ml), więc myślę, że każdy znajdzie coś dla siebie.

I to chyba tyle ode mnie dzisiaj 🙂 Mam nadzieję, że miło spędzicie czas czytając o moich nowych ulubieńcach i wkrótce napiszę znowu- obiecuję już nie robić tak długiej przerwy 🙂 Pozdrawiam Was bardzo serdecznie i do przeczytania! 😉

 

 

Reklamy

Ulubieńcy grudnia

Już od dobrych kilku dni mamy styczeń, więc przyszła pora na ulubieńców grudnia. Patrząc na wcześniejsze moje wpisy, widać jak na dłoni, że niezbyt regularnie publikowałam wpisy z ulubieńcami, co w roku 2016 zamierzam zmienić. Sama wyczekuję tych wpisów na moich ulubionych blogach i filmów u moich ulubionych youtuberek, chętnie wypatruję nowości i bardzo często wypróbowuję produkty, które polecacie, więc może ktoś coś ciekawego podpatrzy u mnie? 🙂 Nie przedłużając przejdę już do rzeczy. Chociaż lista nie będzie długa, zdecydowałam się znowu podzielić ją na produkty pielęgnacyjne i kolorówkę, chociaż tej drugiej nie będzie wiele 😉

 

Ulubione produkty pielęgnacyjne w grudniu:

  1. Dermaglin- maseczka do skóry głowyWP_20151219_001Tak, wiem… grafik płakał jak projektował to opakowanie 😉 Jest koszmarne, przaśne a siano na głowie tej pani na pewno nie zachęca do zakupu! Coś mnie jednak podkusiło na zakup kilku saszetek, choć wcale nie są tanie (ok. 6 zł za opakowanie jednorazowego użytku). Zakup dokonany absolutnie w ciemno (nigdy nie słyszałam o tej maseczce) okazał się strzałem w dziesiątkę. Maskę aplikuje się na skórę głowy, produkt dosyć szybko zasycha (jak to glinka) i wbrew pozorom łatwo go zmyć. A efekty? U mnie ta maseczka robi cuda: włosy są gładkie, lśniące, sprężyste i coraz mniej zostaje ich na szczotce. Do tego wyraźnie mniej się przetłuszczają, a na tym szczególnie mi zależy, bo staram się myć je rzadziej niż dotychczas i udaje mi się co dwa, a czasem nawet co trzy dni. Poniżej jeszcze wrzucam zdjęcie drugiej strony opakowania, żebyście mogły zobaczyć co mówi o niej producent. Jak dla mnie rewelacja i zdecydowanie ten produkt bardzo często mi towarzyszył w grudniu. Opinie na wizażu są bardzo podzielone, ale jeśli chodzi o moją, subiektywna opinię to jestem z tego produktu bardzo zadowolona. Wspomnę jeszcze na plus o naturalnym składzie, na który warto zwrócić uwagę.

    WP_20151219_002

  2. Ziaja Med Kuracja antybakteryjna- Krem redukujący trądzikCreated with Nokia RefocusKrem, którego skład jest fatalny (jak to Ziaja), sama chemia i zapychacze… A jednak! Działa! Nie wiem na czym polega fenomen produktów z serii Ziaja Med, ale są naprawdę skuteczne. Pamiętam, że już kiedyś mówiłam Wam o kremie dedykowanym dla osób z trądzikiem różowatym, który również bardzo dobrze się u mnie sprawdził przy walce z najzwyklejszym trądzikiem pod słońcem. I tutaj drugi raz miłe zaskoczenie. Krem nie ma jakichś szczególnych właściwości pielęgnacyjnych, bo jest ukierunkowany na konkretny problem. Kupiłam go zupełnie przypadkowo, chwytając się ostatniej deski ratunku. Niestety zawsze, gdy gdzieś wyjeżdżam, moja skóra reaguje fatalnie na zmianę wody informując mnie o tym bolesnymi wypryskami na twarzy. Pomimo tego, że pielęgnacja pozostaje ta sama, zmiana wody dla mojej skóry jak widać ma ogromne znaczenie. Nie pokładałam w tym kremie wielkich nadziei, liczyłam, że może chociaż odrobinę załagodzi te problemy skórne. Zdziwiłam się, bo już po pierwszej nocy wypryski były wyraźnie mniej zaognione, mniej bolesne i jakby zaczynały się goić. Dodatkowo ogromnym plusem jest to, że krem super pracuje z każdym podkładem, niezależnie czy to podkład w płynie czy mineralny, lekki czy mocno kryjący- pod każdym z nich zachowywał się wzorowo. Ogólnie nie lubię Ziaji, ich produkty mają fatalne składy, ale coś jest w tych kremach z serii Ziaja Med- to już drugi, który sprawdził się u mnie doskonale 🙂 Oczywiście produkt nie ma żadnego zapachu (jeszcze tego by brakowało na i tak już długiej liście składników), nie podrażnia, nie uczula, koi skórę, poprawia jej stan i przyspiesza gojenie obecnych już wyprysków i zapobiega powstawaniu nowych. Ogólnie, sama nie wiem jak to się stało, ale jestem bardzo na tak i ten produkt chyba na stałe u mnie zagości 🙂
  3. Avon Oczyszczające plastry w żeluCreated with Nokia RefocusBardzo fajna formuła plastrów w żelu, która wyjątkowo przypadła mi do gustu. Wystarczy wycisnąć trochę bardzo gęstego żelu z tubki i nałożyć na wybrane miejsce (u mnie głównie jest to nos, bo tam mam duży problem z widocznymi porami, które są zanieczyszczone). Żel zastyga (nie wiem niestety w jakim czasie, bo zwykle nakładam go podczas oglądania jakiegoś serialu, więc plus/minus trzymam plaster na nosie 30-40 minut), po dokładnym wyschnięciu powoli odrywam plaster i mogę „podziwiać” co kryła moja przecież tak dokładnie oczyszczana skóra… Ble! Plasterek fajnie chłodzi, doskonale wyciąga wszystko czego chcemy się pozbyć, nie podrażnił mnie, ani nie uczulił. Zdecydowanie kupię ponownie.
  4. Rival de Loop Tonik pielęgnacyjny do twarzyCreated with Nokia Refocus
    Co tu dużo mówić o toniku? Dobry, tani produkt 🙂 Dobrze oczyszcza cerę, nie podrażnia, nie uczula, przywraca skórze równowagę, nawilża, ma dobry skład, odświeża, tonizuje, koi skórę, nie pieni się i słyszałam, że przelany do butelki z atomizerem świetnie sprawdza się jako fixer, ale tego nie mogę potwierdzić, bo nie próbowałam. Gorąco polecam, dostępny w każdym Rossmannie za dosłownie kilka złotych. Ja swój, żeby nie skłamać kupiłam za około 4 zł.Ulubione produkty do makijażu w grudniu:

    1. Avon, Szminka w kredce w odcieniu Raspberry Rush

    Created with Nokia Refocus

    Producent mówi, że ta szminka m.in nadaje ustom głęboki, kremowy i trwały kolor o wysokim połysku i pozostawia na ustach uczucie nawilżenia, ale… jak wiecie byłam przez jakiś czas konsultantką Avonu i zdążyłam poznać ich produkty i doskonale wiem, że wszystkie pomadki w kredce, które mają są o wykończeniu matowym, a jak to zwykle z matowymi pomadkami bywa można zapomnieć o jakimkolwiek nawilżeniu 😉 Kupiłam ją świadomie, bo bardzo chciałam matowej, w miarę trwałej pomadki o ładnym, intensywnym odcieniu malinki i tylko dlatego wylądowała w ulubieńcach.

    WP_20160107_002

    Jeśli sugerowałabym się opisem, trafiła by do bubli 🙂 Bo jej aplikacja nie ma nic wspólnego z kremową konsystencją, wręcz przeciwnie jest sucha, matowa i dosyć tępa. Taką właśnie chciałam i taka mi odpowiada, bo kremowych pomadek mam na pęczki i jedno mi w nich przeszkadza- znikoma trwałość. Ta skubana trzyma się wiele godzin na ustach i znika w miarę równomiernie 🙂 Niestety, tradycyjnie moje beznadziejne zdjęcia nie oddają zupełnie tego pięknego, głębokiego i bardzo intensywnego koloru.

    2. Bell Hypoallergenic korygująca maskara do brwi

     

    Created with Nokia Refocus

    Maskara do brwi to kolejny produkt Bell, który mnie zachwycił. Posiada małą, precyzyjną spiralkę, dzięki której aplikacja przebiega szybko i sprawnie. Ubytki uzupełniam kredką, a całość utrwalam właśnie tą maskarą, która idealnie „trzyma” wszystkie włoski, tak jak je ułozę i dodatkowo je przyciemnia (dostępna jest w trzech kolorach, tak więc myślę, że każdy bez problemu znajdzie coś dla siebie). Jest bardzo rzadka, przez co niebywale wydajna, myślę, że starczy mi jeszcze na baaardzo długo. Jak zwykle w przypadku produktów Bell cena jest bardzo atrakcyjna- ja swoją kupiłam jeszcze dodatkowo w promocji i zapłaciłam 11,90 zł, cena regularna w Rossmannie to chyba około 17 zł.

    3. Lily Lolo Podkład mineralny w odcieniu Blondie

     

    WP_20151203_004

    To była miłość od pierwszego użycia 🙂 Generalnie pokochałam podkłady mineralne, ale tego z Lily Lolo nigdy wcześniej nie używałam. Zachwyciło mnie wszystko począwszy od zakupu, a konkretnie na stronie dostępna jest bardzo precyzyjna tabela, dzięki której bez najmniejszego problemu dobrałam swój kolor. Jego aplikacja jest łatwa i przyjemna, produkt bardzo drobniutko zmielony, daje bardzo naturalny efekt i jedwabiste wykończenie. Bez problemu można nim uzyskać również mocniejsze krycie (nie tracąc tego naturalnego efektu), dokładając kolejne warstwy. Słuchajcie, ten produkt można nawet nakładać po ciemku- nie da się nim zrobić sobie krzywdy. Na pewno będzie w najbliższym czasie jego dokładna recenzja, a póki co polecam Wam wpis na blogu Maria-N dotyczący tego właśnie podkładu mineralnego 🙂

    4. Beauty Blender

     

    WP_20151228_002

    I na końcu moja wisienka na torcie czyli Beauty Blender, który skradł moją makijażową duszę! 🙂 Fenomenalny produkt i już teraz dla mnie niezbędny. A więcej na jego temat możecie przeczytać w moim poprzednim wpisie. Jeszcze raz bardzo Wam go polecam, szczególnie jeśli aplikacja jakiegoś podkładu czy korektora sprawia Wam dużą trudność – moją pięta achillesową jest, przepraszam był Revlon Color Stay 🙂

    I to by było na tyle, jeśli chodzi o produkty, które towarzyszyły mi codziennie lub prawie codziennie w grudniu. Jeśli chodzi o kolorówkę, jest tego niewiele, ale używałam głównie produktów, o których wcześniej Wam pisałam, więc nie było sensu powielać tego, co było np. w ulubieńcach listopada. Jestem ciekawa Waszych ulubionych grudniowych produktów i mam nadzieję, że podzielicie się nimi w komentarzu 🙂

     

     

     

 

Ziaja Med – krem redukujący podrażnienia

Obiecałam recenzję na wczoraj, ale chyba niezbyt dokładnie rozplanowałam swoje popołudnie i wieczór i nie zdążyłam z obiecaną notką, za co przepraszam i już przechodzę do sedna 🙂

Przedmiotem dzisiejszej recenzji jest krem Ziaja Med z serii ‚Trądzik różowaty’, Kuracja łagodząca zmiany trądzikowe, Krem redukujący podrażnienia. Uff 🙂 to już pełna nazwa produktu 🙂 Zaznaczę na początku, że nie mam trądziku różowatego, zresztą nie mam już trądziku wcale, o czym pisałam przy okazji wstępu do pielęgnacji twarzy olejami , a ten krem z Ziaja Med otrzymałam ‚w spadku’ od osoby, której niestety ten kosmetyk zupełnie nie podszedł i chyba nawet podrażnił, o ile dobrze pamiętam. Tak więc trafił w moje ręce zupełnie przypadkowo i jak to zazwyczaj bywa, bardzo dobrze się stało 🙂

WP_20150126_001

 

Opis producenta (ze strony Ziaja, ponieważ nie dysponuję pudełkiem)

Lekka emulsja nawilżająca z wykorzystaniem ekologicznych surowców, bez kompozycji zapachowej.
ochrona niska SPF 6

PROFILAKTYKA TELEANGIEKTAZJI
– Wyraźnie wzmacnia barierę naskórkową.
– Obkurcza i uszczelnia ścianki naczynek krwionośnych.
– Działa rozjaśniająco na naskórek.

REDUKCJA ZMIAN TRĄDZIKOWYCH
– Hamując aktywność 5 a-reduktazy redukuje wydzielanie sebum. –
Skutecznie zapobiega zmianom grudkowo-krostkowym.
– Zmniejsza nadreaktywność gruczołów łojowych.

KOMPENSACJA
– Zapewnia skuteczną ochronę przed promieniowaniem UV.
– Daje wyraźny efekt łagodzenia podrażnień.
– Nawilża, zmiękcza oraz działa osłaniająco na nadmiernie wrażliwą skórę.

Produkt hypoalergiczny.
Dostępny tylko w aptekach.

 

Opakowanie

Krem dostępny w zakręcanej tubce o pojemności 50ml. Tradycyjnie ode mnie minusik za zakrętkę, zdecydowanie preferuję zatrzaskowe zamknięcia, są bardziej poręczne.

Zapach i konsystencja

Produkt gęsty i treściwy, sprawia wrażenie tłustego i ciężkiego, ale to tylko wrażenie. Konsystencja typowo kremowa, o lekkim żółtawym zabarwieniu. Bezzapachowy, chociaż ledwie wyczuwalny jest lekki zapach, ale nie potrafię go określić, trochę chemiczny, ale na szczęście szybko się ulatnia.

 

Działanie

Zacznę od tego początkowego wrażenia ciężkości kremu- jest zupełnie mylne, krem owszem jest bardzo treściwy, ale zaskakująco dobrze się rozprowadza i wchłania jak na tą konsystencję. Stosuję go na noc, ponieważ jak dla mnie nie nadaje się na dzień, zostawia delikatny film na skórze, a przy podkładzie mineralnym, musiałabym czekać w nieskończoność, aż produkt wchłonie się całkowicie, a zazwyczaj mam niewiele czasu na wykonanie makijażu. Kosmetyk rzeczywiście łagodzi podrażnienia i solidnie nawilża, skóra zdecydowanie mniej się przetłuszcza. przy okazji nie zapycha, nie podrażnia i nie uczula. Zaczerwienienia magicznie znikają już po kilku dniach stosowania, a wszelkie krostki, wypryski jeśli już się pojawią, szybciej się goją. Moje wiecznie czerwone płatki nosa, w końcu odzyskały normalny kolor 🙂 Jedynym minusem może być SPF 6, ale akurat w moim przypadku nie ma to znaczenia, bo stosuję go wyłącznie na noc. Produkt jest naprawdę dobry w mojej ocenie i w przeciwieństwie do tych drogeryjnych kosmetyków przeciwtrądzikowych, które są bardzo lekkie, ale też piekielnie wysuszają, ten wypada świetnie.

Cena

Cena tego produktu to około 10 – 15 zł i może być on doskonałą alternatywą dla dermokosmetyków z wyższej półki. Nie wiem jak pozostałe produkty z tej serii, ale jeśli są choć w połowie tak dobre jak ten krem, to warto kupić cały zestaw, jeśli czyjaś skóra ma takie zapotrzebowanie.

Reasumując

Warto, warto i jeszcze raz warto go kupić. Wiem, że jest to produkt, którego potencjalny użytkownik jest bardzo sprecyzowany, ale jak widać u mnie się sprawdza doskonale, chociaż trądziku różowatego nie mam. Jeśli ktoś z Was ma skórę skłonną do podrażnień, zaczerwienień, wyprysków to myślę, że warto się skusić. Na pewno kupię ten krem ponownie.

 

P.S. Przepraszam za FATALNE zdjęcie 😉