Ulubieńcy ostatnich miesięcy

Hej dziewczyny, baaardzo długo mnie nie było, za co Was serdecznie przepraszam i mam nadzieję, że jeszcze komuś zdarza się tu zaglądać. Sporo się u mnie działo i bardzo ciężko było mi znaleźć czas na pisanie, a nie chciałam też pisać byle jak i byle co. Zaniedbałam też zaglądanie na Wasze blogi, więc dużo czytania przede mną 🙂

Z racji tego, że kończy się czerwiec zmobilizowałam się w końcu i postanowiłam Wam opowiedzieć o ulubieńcach nie tylko czerwca,ale też wcześniejszych miesięcy, podczas których nadal testowałam różne produkty, ale nie miałam okazji się z Wami podzielić moimi wrażeniami. Tak więc przechodzimy do rzeczy, bez zbędnego przedłużania. Kolejność produktów, jak zwykle, losowa 🙂

Manicure hybrydowy i produkty firmy Semilac

WP_20160627_004

Mniej więcej na początku roku, po solidnym rozpoznaniu tematu, zdecydowałam się na zakup akcesoriów niezbędnych do samodzielnego wykonywania manicure hybrydowego. Wybrałam firmę Semilac i w moich rękach wkrótce znalazła się lampa LED 6W, aceton, cleaner (odtłuszczacz), waciki bezpyłowe, bloczek polerski, baza, top no i oczywiście lakiery. Stopniowo, pomału te lakiery uzupełniam, ponieważ jest to niemały jednorazowy wydatek (29 zł). Już po pierwszym manicure wykonanym hybrydami wiedziałam, że nigdy, przenigdy nie wrócę do lakierów tradycyjnych. Praca z hybrydami to czysta przyjemność 🙂 Lakier jest plastyczny i mogę poprawiać wszystkie niedociągnięcia w nieskończoność, dopóki paluszki nie znajdą się pod lampą mogę dopracowywać idealny dla mnie efekt. Wybór kolorów, które oferuje Semilac może przyprawić o zawrót głowy. Należy jednak zwrócić uwagę na fakt, że odcienie pokazywane na opakowaniach znacznie różnią się od koloru rzeczywistego, więc warto poszukać w internecie zdjęć wybranego odcienia, już na paznokciach lub próbniku. Poniżej możecie zobaczyć kolor Glossy Cranberry, który zupełnie inaczej wygląda na naklejce, zupełnie inaczej na zdjęciu moich paznokci i jeszcze inaczej na żywo. Na fotografiach wpada w fuksję, jednak tak na prawdę to bardzo stonowany odcień czerwieni.

WP_20160627_005 WP_20160627_006

Dla porównania jeszcze zdjęcie tego koloru z internetu (moim zdaniem najbardziej odpowiada rzeczywistości):

066 glossy cranberry

Wśród moich ulubionych kolorów znalazł się również numer 023 Banana- bardzo fajny wiosenno -letni kolor, wygląda idealnie, gdy skóra jest trochę opalona:

WP_20160627_008 WP_20160627_007

A te kolory, których używam najczęściej, oprócz wspomnianego wcześniej 066 Glossy Cranberry, to:

034 Mardi Gras

Created with Nokia Refocus

121 Ruby Charm (zdjęcie Maxineczka, od razu widać różnicę między profesjonalnym zdjęciem, a moimi 😉 muszę nad tym popracować)

121 Ruby Charm

063 Legendary Red

063 Legendary Red

002 Delicate French

002 Delicate French

i pożyczany kilka razy od koleżanki:

103 Elegant Raspberry

103 Elegant Raspberry

Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że z hybrydami można się bardzo polubić, warto jednak poświęcić chwilę czasu na dokładne przygotowanie płytki paznokcia i nie robić manicure w pośpiechu, tylko postawić na spokój i precyzję. Wówczas możemy cieszyć się pięknym manicurem nawet przez 4 tygodnie! 🙂

L’oreal Volume Million Lashes So Couture

WP_20160627_012

Ta mascara podpatrzona u różnych blogerek i youtuberek skradła moje serce. W końcu znalazłam naprawdę idealny tusz! Maksymalnie pogrubia i wydłuża rzęsy, z łatwością można osiągnąć efekt sztucznych rzęs, ale również subtelne podkreślenie przy użyciu jednej warstwy tuszu. Ma to, co każdy tusz mieć powinien: jest mega czarny, pogrubia, wydłuża rzęsy, nie osypuje się, jest bardzo trwały i pięknie się prezentuje na rzęsach. Wyposażony w silikonową szczoteczkę z krótkimi „włoskami”, za pomocą których bardzo precyzyjnie możemy zaaplikować produkt.

WP_20160627_014
Jego cena jest dosyć wysoka, w Rossmannie kosztuje 60,99 zł, ja natomiast kupuję go w drogeriach internetowych za połowę tej ceny. Wart wypróbowania 🙂

Dove Balsam do ciała Summer Glow light skin

WP_20160627_009

Nie wiem czy wiecie, jeśli nie to zaraz się dowiecie, ale z natury mam bardzo jasną karnację, a nogi przeraźliwie wręcz białe 🙂 O ile resztę ciała udaje mi się czasem opalić, z nogami zawsze mam problem, a jeśli już się uda, są spieczone na raka, potem schodzi skóra i koniec marzeń o pięknej opaleniźnie 😉 Znalazłam doskonałe rozwiązanie na moją „przypadłość”, jest to balsam Dove z samoopalaczem, ale w bardzo bezpiecznej, niewielkiej ilości.

WP_20160627_010

Wystarczy posmarować ciało jak zwykłym balsamem, nie trzeba jakoś specjalnie uważać, bo nie da się nim narobić smug. Po 2-3 godzinach widoczny jest pierwszy delikatny efekt. Powtarzam ta czynność 3 dni z rzędu i efekt fajnej, zdrowej opalenizny utrzymuje się 7-10 dni. Oczywiście można normalnie się myć, nie robią się żadne zacieki czy smugi, kolor zmywa się bardzo równomiernie. Balsam nie ma tez nieprzyjemnego zapachu charakterystycznego dla samoopalaczy. Wiem, że jest też jego nowa wersja, ale ma słabe opinie  na wizażu. Tą starą wersję, którą posiadam, można kupić w drogerii superkoszyk.pl. Bardzo gorąco go polecam wszystkim „bledziuchom”, które chciały by w bezpieczny i zdrowy sposób nabrać trochę koloru 🙂

 

Ziaja Med Kuracja Antybakteryjna

Created with Nokia Refocus


W ulubieńcach grudnia pisałam Wam o kremie z tej serii, od tamtego czasu używam, dodatkowo oprócz kremu, tonik i punktowy żel na niedoskonałości. Cała trójka sprawdza się u mnie znakomicie, rzadko zdarza się jakaś „niespodzianka” na twarzy, skóra jest uspokojona i nie przetłuszcza się już tak bardzo. Jestem bardzo zadowolona z tej serii, jedyny produkt, który mi nie przypasował to żel do mycia twarzy, który wysuszył skórę i spowodował wysyp, tak więc odstawiłam go i używam go do mycia pędzli czy Beauty Blendera.

Ziaja Liście Manuka pasta do głębokiego oczyszczania twarzy

WP_20160627_018

Skoro już jesteśmy przy firmie Ziaja to muszę również wspomnieć o znakomitej paście oczyszczającej do twarzy. Gęsta, wydajna, doskonale peelinguje usuwając wszystkie zanieczyszczenia i martwy naskórek. Stosuję ją dwa razy w tygodniu, czasem rzadziej i w zupełności to wystarcza. Oczywiście pastą tą nie da się całkowicie oczyścić porów, ale dobrze wspomaga proces oczyszczania twarzy i krótko mówiąc jest to dobry i tani peeling do twarzy.

Golden Rose pomadka Sheer Shine 

WP_20160627_022
Nie używam zbyt często pomadek, ale gdy zobaczyłam efekt jaki dają na ustach nowe pomadki Golden Rose, musiałam wypróbować na sobie. Wybrałam kolor 18 i jestem bardzo zadowolona.

WP_20160627_021 WP_20160627_020
Pomadka jest niezwykle kremowa, nawilżająca, bardzo przyjemnie się ją nosi. Zapewnia delikatny efekt z pięknym połyskiem, w sam raz na lato. Na pewno dużym atutem jest cena (około 14, zł) oraz wybór kolorów, jest ich chyba ponad 30, o ile mnie pamięć nie myli. Dodatkowym plusem w mojej ocenie jest kształt pomadki, najbardziej lubię właśnie takie wąskie, wysuwane szminki 😉

Bardzo fajny przegląd kolorów autorstwa Hani Knopińskiej możecie obejrzeć tutaj:

https://www.youtube.com/watch?v=NYKSce3KOxA

 

Eveline Multiodżywcza oliwka do skórek i paznokci

eveline oliwka


Oczywiście nie mogłabym zapomnieć o mojej ulubionej w ostatnim czasie oliwce do pielęgnacji skórek i paznokci. Niezależnie od metody usuwania skórek (wycinanie, odsuwanie, zmiękczanie specjalnym żelem itd) zawsze odrastają u mnie dosyć twarde i suche, co wygląda bardzo nieestetycznie. Postanowiłam zacząć je odżywiać od zewnątrz i w ten sposób trafiłam na oliwkę z Eveline. Otrzymujemy ją w standardowej buteleczce z pędzelkiem, jak lakier do paznokci. Jest bardzo wydajna, pięknie pachnie (ten zapach kojarzy mi się z gumą Turbo 😉 ) i co najważniejsze robi swoją robotę 😉 Już po tygodniu stosowania (aplikacja raz dziennie) skórki stały się miękkie, przestały się „strzępić”, a skóra wokół paznokci przestała być podrażniona. Doskonale się tez sprawdza po zakładaniu i ściąganiu hybryd, aby trochę odżywić okolice paznokci po zastosowaniu cleanera i acetonu. Produkt rewelacyjny, na pewno kupię go ponownie, gdy uda mi się skończyć to opakowanie, które mam obecnie. Załączyłam zdjęcie z internetu, ponieważ, możecie sobie wyobrazić jak wygląda buteleczka z oliwką po kilku miesiącach używania 😉

Maybelline kredka do brwi Brow Satin

WP_20160627_015 (2)

Kolejnym produktem, który chciałabym Wam polecić jest wysuwana, dwustronna kredka do brwi firmy Maybelline.
Z jednej strony mamy wysuwaną cieniutką i dosyć twardą kredkę, którą z łatwością możemy rysować pojedyncze włoski, a w zależności od siły nacisku możemy uzyskać delikatne podkreślenie lub mocno zaznaczone brwi.

WP_20160627_016 (2)

Z drugiej strony jest gąbeczka z cieniem/pudrem,  którym bez problemu możemy wypełnić brwi i nadać im mocniejszy akcent.

WP_20160627_017 (2)

Produkt jest bardzo trwały, bez problemu utrzymuje się nawet 12 godzin bez dodatkowego utrwalania żelem do brwi. Nie rozmazuje się, nawet, gdy dopadł mnie deszcz brwi były w idealnym stanie. Ogólnie rewelacja, jestem z niej bardzo zadowolona i muszę przyznać, że zdetronizowała kredkę Loreal, którą niestety trzeba było ostrzyć i nie umożliwiała tak precyzyjnej aplikacji. Gorąco polecam 🙂 Tradycyjnie cena w Rossmannie to 28,79 zł, a w drogeriach internetowych 19,90 zł.

Maybelline Color Tattoo

WP_20160627_027

Kremowy cień do powiek, którego chyba nie trzeba nikomu przedstawiać 🙂 Wybrałam odcień Creme De Nude nr 93. Doskonale sprawdza się jako baza pod cienie, nie zbiera się w załamaniach, jest bardzo trwały i kremowy, ale ma taką dosyć toporna konsystencję. Nakładanie go pędzelkiem do korektora u mnie się nie sprawdziło i po prostu aplikuję go palcem, dzięki temu mogę go dokładnie wklepać i uzyskać jednolity kolor i powierzchnię. Przypadł mi bardzo do gustu i już teraz nie ma makijażu bez tego cienia 🙂 W planach mam wypróbowanie innych kolorów. Cena 25,69 zł w Rossmannie, a w drogeriach internetowych 14,90 zł. Więc nie muszę podpowiadać gdzie opłaca się go kupić 😉

Stapiz Sleek Line Repair (szampon, balsam i maska)

stapiz-sleek-line-repair-balsam stapiz-sleek-line-repair-maska-z-jedwabiem-1000-ml stapiz-sleek-line-szampon-z-jedwabiem-1000ml

I na koniec coś do pielęgnacji włosów, czyli seria, która już dawno stała się moim hitem pielęgnacyjnym.
Używałam na zmianę szamponu z balsamem, teraz używam szamponu i maski, bo nie udało mi się kupić balsamu. Wszystkie trzy produkty bardzo się lubią z moimi włosami, nie obciążają ich i doskonale odżywiają. Szampon super sobie radzi zarówno ze zmywaniem olejków jak i codzienną pielęgnacją. Dużo łatwiej jest mi rozczesać włosy i znacznie mniej ich wypada. Produkt bardzo dobrej jakości i w bardzo niskiej cenie- za 1L szamponu zazwyczaj płacę około 11-13 zł. Naprawdę warto wypróbować 🙂 Dostępne są oczywiście również w mniejszych opakowaniach (200 lub 300 ml), więc myślę, że każdy znajdzie coś dla siebie.

I to chyba tyle ode mnie dzisiaj 🙂 Mam nadzieję, że miło spędzicie czas czytając o moich nowych ulubieńcach i wkrótce napiszę znowu- obiecuję już nie robić tak długiej przerwy 🙂 Pozdrawiam Was bardzo serdecznie i do przeczytania! 😉

 

 

Reklamy

Ziaja krem do rąk z proteinami jedwabiu

Jak się kupuje różne rzeczy „na szybko” i nie zwraca uwagi na skład, to jedyne co się dostaje to duże rozczarowanie i materiał na wpis 🙂 Dodatkowo jeszcze mam sklerozę, bo nie tak dawno temu czytałam na temat innego kremu z tej serii u Absuralnej i obiecałam sobie, że będę omijać szerokim łukiem…tylko zapomniałam.

WP_20150414_003
Przedstawiam Wam krem do rąk z Ziaji o dumnie brzmiącej nazwie „Krem do rąk z proteinami jedwabiu i prowitaminą B5”.
Tradycyjnie zacznę od tego co obiecuje nam producent:
WP_20150414_001

Krem wcale odczuwalnie (ani nieodczuwalnie) nie nawilża skóry dłoni, wręcz, mam wrażenie, że dłonie są przesuszone, fatalne uczucie, które wymusza ponowną aplikację już po kilkunastu minutach. Podobnie rzecz się ma w stosunku do punktu drugiego- skóra nie jest zmiękczona ani wygładzona, jest nieprzyjemnie napięta i sucha. Pozwólcie, że kwestii łagodzenia podrażnień, właściwości pielęgnacyjnych i wzmocnienia paznokci nie będę komentowała.

I tu płynnie przechodzimy do składu kosmetyku, bo skoro nie miałam czasu przyjrzeć mu się w sklepie, przeanalizuję go teraz:

WP_20150414_002

Wodę pomijam.
Glycerin– utrzymuje wilgoć, wygładza skórę, jednak stosowana w kosmetyce w stężeniu wyższym niż 30% może powodować wysuszenie i       podrażnienie skóry. Nie wiem w jakim stężeniu występuje w tym kremie, z tego względu zaznaczam ten składnik pół na pół.
Paraffinum Liquidum (mineral Oil) – substancja pochodzenia chemicznego,tworzy tłusty film, powoduje zatykanie porów. Zdecydowanie lepiej by było, aby w jej miejsce pojawił się np. olej z avokado czy migdałowy.
Cetearyl Alcohol –  Alkohol cetylowy i alkohol stearylowy są głównymi składnikami tworzącymi alkohol cetylostearylowy. Jest to po prostu substancja „konsystencjotwórcza” i ma wpływać na odpowiednią lepkość gotowego produktu. Dla nas nie robi nic. Może być pośrednio- nawilżająca, przez to, że pozostawia film na skórze, uniemożliwiający odparowywanie wody. Stosowany w kremach do twarzy może powodować powstawanie zaskórników.
Dimethicone – Środek hamujący powstawanie piany. Działa szkodliwie na włosy, a stosowany na skórę twarzy może powodować powstawanie wyprysków.
Glyceryl Stearate – powstaje z tłoczenia oleju kokosowego i słonecznikowego, ma działanie nawilżające, wygładzające i utrzymujące wilgoć. No i mamy wreszcie coś dobrego, ale dopiero na 5 miejscu w składzie.
PEG-100 Stearate – głównym zadaniem tego składnika jest umożliwienie powstania emulsji, czyli zmieszania fazy olejowej z wodną. Jednak oznaczam go na czerwono, ponieważ pochodzenie PEG-100 może być niebezpieczne dla człowieka. Można tą substancję uzyskać z połączenia oleju palmowego i kokosowego z kwasem stearynowym. Ale również z połączenia tlenku etylenu i kwasu tłuszczowego i właśnie to syntetyczne pochodzenia ma właściwości rakotwórcze. A ponieważ nie jesteśmy w stanie sprawdzić pochodzenia tego składnika w tym konkretnym kosmetyku, wolę go oznaczyć jako szkodliwy.
Hydrogenated Coco-Glycerides – zmiękcza i nawilża skórę, poprzez zatrzymanie w niej wody i to jest główne zadanie tego składnika, drugorzędne to ułatwienie powstania emulsji.
Cera Microcristallina (Microcrystalline Wax) – wosk mikrokrystaliczny, zmiękcza i wygładza skórę, ale też jest substancją konsystencjotwórczą. Nie jestem pewna co do jego pozytywnego lub negatywnego działania, dlatego oznaczam pół na pół. Jeśli macie jakieś dokładniejsze informacje na temat tej substancji, to podzielcie się nimi proszę w komentarzu.
Paraffin – Produkt destylacji ropy naftowej. Nie wchłaniają się z jelit i skóry. Zatykają pory, absorbują kurz i bakterie. Hamują wymianę gazową i metaboliczną w skórze. Uniemożliwiają swobodne wypływanie łoju na powierzchnię skóry.  Stwarzają beztlenowe warunki w skórze sprzyjające rozwojowi bakterii beztlenowych wywołujących trądzik. Inicjują tworzenie zaskórników, utrudnia regenerację skóry. Przyśpieszają procesy starzenia. Powodują kumulację toksycznych metabolitów w skórze. Są powszechnie stosowane przy produkcji kosmetyków, bowiem są tanie i łatwo dostępne. Parafiny rozpuszczają większość składników kosmetycznych, stanowią też typowy wypełniacz zwiększający objętość kosmetyku w opakowaniu. Nawet najcudowniejsze składniki rozpuszczone w parafinach nie przenikają do skóry pozostając na jej powierzchni. Informacje zaczerpnięte z tej strony .
Panthenol – Substancja aktywna, ma działanie przeciwzapalne, przyspiesza procesy regeneracji naskórka. Pantenol wykorzystywany jest w preparatach do pielęgnacji skóry i włosów, dzięki zdolności wnikania w ich strukturę. Nadaje skórze uczucie gładkości.
Hydrolyzed Silk– nawilża, zmiękcza i wygładza naskórek. Niestety, składnik, który widnieje w nazwie leku, pojawia się bardzo daleko w składzie.
Stearic Acid – Stabilizator emulsji.
Sodium Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer – stabilizator emulsji
Isohexadecane – stabilizator emulsji
Polysorbate 80 – stabilizator emulsji
Sodium polyacrylate– stabilizator emulsji
Xanthan Gum – stabilizator emulsji
Phenoxyethanol – substancja konserwująca, składnik dopuszczony do używania w kosmetyce w ograniczonym stężeniu. Dopuszczalne maksymalne stężenie w gotowym produkcie to 1,0%
Methylparaben – Parabeny stosuje się w kosmetykach jako substancje konserwujące, w niewielkich ilościach nie powinny być szkodliwe, jednak lepiej ich unikać. Polecam ciekawy artykuł na temat parabenów tutaj 
Ethylparaben – jak wyżej
Propylene Glycol– za zadanie ma utrzymywanie wilgoci, jednak może wywoływac alergię i stosowany w wyższym stężeniu podrażniać.
Parfum (Fragrance) – substancje zapachowe
Alpha-Isomethyl Ionone – składnik kompozycji zapachowych, jednak potencjalny alergen
Hexyl Cinnamal – imituje zapach jaśminu, potencjalny alergen
Butylphenyl Methylpropional– składnik kompozycji zapachowych- potencjalny alergen
Citronellol – imituje zapach róży i geranium- potencjalny alergen
Benzyl Salicylate–  składnik kompozycji zapachowych- potencjalny alergen
Coumarin – związek organiczny z grupy laktonów o przyjemnym zapachu wysuszonej trawy. Występuje w wielu roślinach z rodziny traw, storczykowatych, motylkowatych, jasnotowatych.
Amyl Cinnamal – substancja zapachowa, u osób wrażliwych może wywoływać alergie.
Limonene –  Jednopierścieniowy węglowodór terpenowy. Imituje zapach skórki cytrynowej. Znajduje się na liście potencjalnych alergenów. W kosmetyku pełni funkcje zapachowe.
Cinnamyl Alcohol – Alkohol aromatyczny. Imituje zapach hiacyntu. Znajduje się na liście 26 potencjalnych alergenów.
Jak widzicie, analiza składu jest zatrważająca. Składniki co do których nie mam pewności lub są w miarę neutralne, zaznaczyłam na niebiesko, szkodliwe na czerwono, a te pozytywne na zielono- no i  wystarczy rzucić okiem, żeby się domyślić jakiego rodzaju jest to kosmetyk…
Jedyne plusy, które mogę znaleźć to ładny zapach i przyjemna konsystencja, ale krem jest wręcz napakowany różnymi kompozycjami zapachowymi i składnikami „konsystencjotwórczymi”, więc nie ma się co dziwić. Krem jest bardzo tani, ale absolutnie nie warty nawet złotówki. Totalnie beznadziejny produkt i jestem mocno zaskoczona, że coś takiego wyszło z metką Ziaja.

Ziaja Med – krem redukujący podrażnienia

Obiecałam recenzję na wczoraj, ale chyba niezbyt dokładnie rozplanowałam swoje popołudnie i wieczór i nie zdążyłam z obiecaną notką, za co przepraszam i już przechodzę do sedna 🙂

Przedmiotem dzisiejszej recenzji jest krem Ziaja Med z serii ‚Trądzik różowaty’, Kuracja łagodząca zmiany trądzikowe, Krem redukujący podrażnienia. Uff 🙂 to już pełna nazwa produktu 🙂 Zaznaczę na początku, że nie mam trądziku różowatego, zresztą nie mam już trądziku wcale, o czym pisałam przy okazji wstępu do pielęgnacji twarzy olejami , a ten krem z Ziaja Med otrzymałam ‚w spadku’ od osoby, której niestety ten kosmetyk zupełnie nie podszedł i chyba nawet podrażnił, o ile dobrze pamiętam. Tak więc trafił w moje ręce zupełnie przypadkowo i jak to zazwyczaj bywa, bardzo dobrze się stało 🙂

WP_20150126_001

 

Opis producenta (ze strony Ziaja, ponieważ nie dysponuję pudełkiem)

Lekka emulsja nawilżająca z wykorzystaniem ekologicznych surowców, bez kompozycji zapachowej.
ochrona niska SPF 6

PROFILAKTYKA TELEANGIEKTAZJI
– Wyraźnie wzmacnia barierę naskórkową.
– Obkurcza i uszczelnia ścianki naczynek krwionośnych.
– Działa rozjaśniająco na naskórek.

REDUKCJA ZMIAN TRĄDZIKOWYCH
– Hamując aktywność 5 a-reduktazy redukuje wydzielanie sebum. –
Skutecznie zapobiega zmianom grudkowo-krostkowym.
– Zmniejsza nadreaktywność gruczołów łojowych.

KOMPENSACJA
– Zapewnia skuteczną ochronę przed promieniowaniem UV.
– Daje wyraźny efekt łagodzenia podrażnień.
– Nawilża, zmiękcza oraz działa osłaniająco na nadmiernie wrażliwą skórę.

Produkt hypoalergiczny.
Dostępny tylko w aptekach.

 

Opakowanie

Krem dostępny w zakręcanej tubce o pojemności 50ml. Tradycyjnie ode mnie minusik za zakrętkę, zdecydowanie preferuję zatrzaskowe zamknięcia, są bardziej poręczne.

Zapach i konsystencja

Produkt gęsty i treściwy, sprawia wrażenie tłustego i ciężkiego, ale to tylko wrażenie. Konsystencja typowo kremowa, o lekkim żółtawym zabarwieniu. Bezzapachowy, chociaż ledwie wyczuwalny jest lekki zapach, ale nie potrafię go określić, trochę chemiczny, ale na szczęście szybko się ulatnia.

 

Działanie

Zacznę od tego początkowego wrażenia ciężkości kremu- jest zupełnie mylne, krem owszem jest bardzo treściwy, ale zaskakująco dobrze się rozprowadza i wchłania jak na tą konsystencję. Stosuję go na noc, ponieważ jak dla mnie nie nadaje się na dzień, zostawia delikatny film na skórze, a przy podkładzie mineralnym, musiałabym czekać w nieskończoność, aż produkt wchłonie się całkowicie, a zazwyczaj mam niewiele czasu na wykonanie makijażu. Kosmetyk rzeczywiście łagodzi podrażnienia i solidnie nawilża, skóra zdecydowanie mniej się przetłuszcza. przy okazji nie zapycha, nie podrażnia i nie uczula. Zaczerwienienia magicznie znikają już po kilku dniach stosowania, a wszelkie krostki, wypryski jeśli już się pojawią, szybciej się goją. Moje wiecznie czerwone płatki nosa, w końcu odzyskały normalny kolor 🙂 Jedynym minusem może być SPF 6, ale akurat w moim przypadku nie ma to znaczenia, bo stosuję go wyłącznie na noc. Produkt jest naprawdę dobry w mojej ocenie i w przeciwieństwie do tych drogeryjnych kosmetyków przeciwtrądzikowych, które są bardzo lekkie, ale też piekielnie wysuszają, ten wypada świetnie.

Cena

Cena tego produktu to około 10 – 15 zł i może być on doskonałą alternatywą dla dermokosmetyków z wyższej półki. Nie wiem jak pozostałe produkty z tej serii, ale jeśli są choć w połowie tak dobre jak ten krem, to warto kupić cały zestaw, jeśli czyjaś skóra ma takie zapotrzebowanie.

Reasumując

Warto, warto i jeszcze raz warto go kupić. Wiem, że jest to produkt, którego potencjalny użytkownik jest bardzo sprecyzowany, ale jak widać u mnie się sprawdza doskonale, chociaż trądziku różowatego nie mam. Jeśli ktoś z Was ma skórę skłonną do podrażnień, zaczerwienień, wyprysków to myślę, że warto się skusić. Na pewno kupię ten krem ponownie.

 

P.S. Przepraszam za FATALNE zdjęcie 😉